Dziewczyny z Małachowianki pomagają uśmiechem

Cztery uczennice Małachowianki, trzy razy w tygodniu, po dwie godziny, spotykają się z najmłodszymi pacjentami oddziału dziecięcego w Szpitalu Miejskim Św. Trójcy. Robią dekoracje do szpitalnych sal i świetlic. Czytają bajki, rysują albo po prostu rozmawiają, żeby trochę odmienić trudną sytuację dzieciaków. Wspólne spędzanie czasu wolnego daje im niesamowitą energię. Jak mówią dziewczyny, po prostu weszło im to w krew.

Spotkania to część ich projektu społecznego MakeMeSmile, przygotowanego w ramach olimpiady „Zwolnieni z Teorii” przez Martynę Stefańską, Dominikę Chyczewską, Natalię Górecką i Olę Jakubowską z klasy II o profilu biologiczno – chemicznym w LO Małachowskiego. Kiedy dziewczyny usiadły i chciały znaleźć pomysł na swój projekt społeczny najpierw była wielka burza mózgów. Po drodze trafiły na artykuł, w którym przeczytały, że rodzice dzieci będących w szpitalu mają ogromne problemy z uzyskaniem potrzebnej ilości zwolnień. – I wtedy właściwie wiedziałyśmy, że ten nasz pomysł już mamy. Nie można dopuścić, żeby dzieci same siedziały, stresowały się i nikogo bliskiego nie było przy nich. Stwierdziłyśmy, że będziemy im towarzyszyć, żeby się lepiej poczuły – mówiła Dominika Chyczewska.
Do końca marca, czyli trwania szkolnego projektu, spotykały się ze swoimi małymi przyjaciółmi po dwie godziny trzy razy w tygodniu. Ale jak mówi Martyna Stefańska, liderka szkolnego zespołu MakeMeSmile, odwiedziny weszły im tak w krew, że już w czasie trwania projektu zastanawiały się, jak to dalej kontynuować. – Każdy dzień spędzony z dziećmi w szpitalu dodaje nam niesamowitej energii. Możemy być bardzo zmęczone, a od nich wychodzimy całe w skowronkach. To jest zupełnie niesamowite – dodawała Martyna Stefańska.
Ciarki i szklanki w oczach
Natalia Górecka, jedna z czterech dziewczyn działających w zespole, opowiadając o spotkaniach z dzieciakami w szpitalu, mówi, że na samym początku nie zdawały sobie sprawy z tego, że to będą aż takie emocje. – Kiedy widzimy radość dzieciaków, to jest niezwykle wzruszające. Wielokrotnie łzy napływają nam do oczu – dodawała Natalia.
Bardzo się cieszą, kiedy widzą uśmiech, ich chęć do porozmawiania. Jak mówi Ola Jakubowska, niekiedy potrzeba czasu na przełamanie barier. Ale udaje się je pokonać i wywołać uśmiech, porozmawiać o marzeniach, tajemnicach. A co najważniejsze zachęcić do zabawy, takiej jak lubiany przez dzieci głuchy telefon czy kalambury. – Bardzo wszystkie cieszyłyśmy się, kiedy podczas naszych spotkań jedna z pacjentek powolutku, tak po troszku na każdym naszym kolejnym spotkaniu otwierała się. Na początku nic nie mówiła, słuchała. Potem z nami rysowała. W końcu zaczęła się uśmiechać. Cieszyłyśmy się razem z nią i jej rodzicami – opowiadała o spotkaniach w szpitalu Ola Jakubowska.
Zainteresowania i osób z energią, taką pozytywną, tego potrzebują dzieciaki w szpitalu i to dziewczyny im dają. Dla wszystkich jest to doskonała zabawa. Na spotkania do szpitala zabierają ze sobą farby, naklejki, plastelinę. Czyli małe, drobne rzeczy, ale dzieciaki je uwielbiają. Ostatnio także niezwykłe laurki, rzeczy z origami przygotowane przez dzieci z płockiej szkoły Cogito, które też chcą pomagać. W tej szkole także uczniowie wspólnie z nauczycielami zorganizowali zbiórkę ze sprzedaży ciast, aby były pieniądze na zakup kolejnych materiałów do zajęć plastycznych w szpitalu. Dziewczynom pomaga sporo osób, firm, instytucji zafascynowanych tym, co robią.
Koniec projektu nie oznacza jednak końca spotkań. Dziewczyny już zastanawiają się, jak zorganizować czas, by chociaż raz w tygodniu spotykać się z małymi pacjentami i dawać im okazję do zabawy, uśmiechania się. – Tak nam się podoba ten pomysł, że chcemy spotykać się dalej i tak działać po studiach – mówiły dziewczyny. Mają też wielki plan, chcą założyć fundację pomagającą dzieciom w szpitalach podczas leczenia, kiedy nie zawsze przez cały czas rodzice mogą być z nimi. A projekt jest doskonałym punktem wyjścia do tego. – Nie spodziewałyśmy się, że tak dobrze osoby dorosłe przyjmą nasz pomysł. Od rodziców dzieci w szpitalu często słyszymy: „Takie młode osoby, a myślą o takich ważnych sprawach”. A dla nas to naturalne. Jest problem, lubimy dzieci, to pomagamy – po prostu – tłumaczyła Ola Jakubowska, dodając, że taki odbiór jest bardzo budujący.
O samym projekcie i spotkaniach mówią, że dały im niesamowitą energię i moc wzruszeń. I jeśli udało się wywołać uśmiechy u małych pacjentów, zachęcić ich do zabawy, to jest najważniejsze.

Teresa Radwańska-Justyńska
fot. archiwum prywatne

Zobacz kolejny artykuł

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Płocku kończy 20 lat

W 1999 roku zaczynali od pięciu specjalności kształcenia ze 162 studentami. Już rok później powstały …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.