Uwaga na podejrzane samochody

Ludzie na wsi w swoich lokalnych społecznościach raczej żyją spokojnie. Zwykle dobrze się znają, wzajemnie wspierają, pomagają w rozwiązywaniu codziennych kłopotów. Nieco trudniej tylko mają ludzie starsi. Dzieci dawno wyjechały do miasta, mają swoje życie, swoje sprawy i dla starszych rodziców nie zawsze tyle czasu, ile potrzeba.

Historia, która wydarzyła się w marcową sobotę w jednej z miejscowości w gminie Mała Wieś, nie jest nowa. Podobne przypadki miały miejsce dużo wcześniej, jedna z akcji została nawet nagrana na domowym monitoringu. Dzieci, na wszelki wypadek zainstalowały u swoich rodziców „domowy monitoring”, na którym ze zgrozą obejrzały, jak działają trzy kobiety o charakterystycznej urodzie i ubraniu z grupy etnicznej osiedlonej na terenie naszego kraju.

Wtedy wszystko odbyło się dokładnie tak samo, jak teraz w Lasocinie. – To była sobota, około godz. 14. W domu była moja 75-letnia mama i niedosłyszący, z trudem poruszający się tata. Dwie panie bezczelnie weszły do domu, zachęcając moich rodziców, by kupili narzuty na łóżko. Namawiały, zachęcały, machały tymi narzutami, a w tym czasie, przynajmniej tak się domyślamy, trzecia kobieta weszła do drugiego pokoju, gdzie splądrowała szafę i szafki. Kiedy znalazła to, czego szukała, wyszły z domu i wsiadły do samochodu, ciemnego marki BMW, w którym kierownica była po prawej stronie i odjechały – opowiada nam czytelniczka.

75-letnia kobieta myślała nawet, że z całego pokazu wyszła obronną ręką. Zadzwoniła do drugiej córki i opowiedziała, że mieli taki „najazd” kobiet, ale na szczęście w domu był też tata, co miało być cudem, że panie nie okradły obojga starszych ludzi.

Dopiero wieczorem moja mama zauważyła, że ktoś buszował po pokoju. Zajrzała do szuflad i okazało się, że zniknęło około 2 tys. zł i biżuteria. Może niezbyt cenna, ale pamiątkowa, sentymentalna. Proszę sobie wyobrazić, jak się czuła – mówi córka.

I dodaje, że obie panie były „fachowcami” w tym, co robiły. – Podczas prezentacji narzut tak prowadziły rozmowę, by moi rodzice całkowicie skupili się na odpowiadaniu na pytania. Nie było czasu na rozglądanie się, pilnowanie.

Wieczorem, kiedy spłakana mama zadzwoniła, że jednak straciła pieniądze i biżuterię, powiadomili policję, ale było już za późno. Sprawcy pewnie byli daleko.

Jola Marciniak
fot. www.pixabay.com

Zobacz kolejny artykuł

800 m kw. w ogniu

Tuż przed świętami wielkanocnymi Płockiem i okolicami wstrząsnęła informacja o ogromnym pożarze, który miał miejsce …