Kinga Mikołajczyk i jej miłość do jeździectwa

Wiele osób jest zakochanych w swoich pupilach. Psy i koty traktowane są czasem nawet jak członkowie rodziny – śpią razem ze swoimi właścicielami, mają swój kącik do wylegiwania się w salonie, swoje miseczki w kuchni. A co w przypadku, gdy ukochany zwierzak waży 600 kilogramów?

Konie nie są egzotycznymi zwierzętami i żyją z ludźmi od wieków. Na pewno każdy z nas choć raz widział na żywo jazdę konną. Jednak już wiele mniej osób zdaje sobie sprawę z tego, jak naprawdę wygląda praca z tymi niezwykłymi zwierzętami. Wie o tym natomiast Kinga Mikołajczyk, która dużą część swojego życia spędza w stajni.

Od upadku do skoku
Młoda mieszkanka Proboszczewic (gm. Stara Biała) opowiedziała o swojej miłości do koni, żeby pokazać innym, jak rodzi się pasja i jak życie zmienia miejsce, do którego chce się wracać. – Swoje pierwsze zderzenie z jeździectwem miałam jeszcze jako dziecko, jednak na poważnie wróciłam do tego już jako dwudziestolatka. Postanowiłam coś zadziałać w tym kierunku i szukając informacji w internecie natrafiłam na stronę stajni w Łącku – opowiada Kinga.
Na początku jeździła jedynie rekreacyjnie. Gdy natomiast pojawiła się możliwość wydzierżawienia konia, zaczęła poznawać jego pielęgnację, zachowania, ale też pracę z trenerem, aby nauczyć się skakać. Jak wspomina, upadków było dużo, ale dzięki cierpliwości i spokoju w podejściu do zwierzęcia można uzyskać dobre rezultaty.
Tak było w jej przypadku, ponieważ po kilku latach intensywnych treningów postanowiła zdać tzw. brązową odznakę jeździecką. Udało jej się to, jednak później, zaliczając kilka niefortunnych upadków z rzędu, zaczęła się bać. – Na nowo otworzył mnie Kronos – koń, którego dostałam od rodziców w prezencie i który zapewne zostanie ze mną już na zawsze, bo jestem do niego bardzo przywiązana – tłumaczy Kinga.
Zaczęła próbować z nim ćwiczyć skoki przez przeszkody i po pewnym czasie, za zgodą trenera, wzięła udział w pierwszych zawodach. Przyznaje, że przed żadnym egzaminem nie stresowała się tak, jak właśnie przed pierwszym startem. Przygotowanie do zawodów trwa kilka miesięcy, natomiast sam przejazd podczas zawodów – tylko kilkadziesiąt sekund. Wymaga więc maksymalnego skupienia i koncentracji, aby prawidłowo pokonać wszystkie przeszkody w określonym czasie.
Ponieważ Kindze poszło bardzo dobrze, z chęcią zaczęła brać udział w kolejnych zawodach, również z sukcesami. Niedawno zaczęła jeździć dzierżawioną kobyłką, z którą, jak mówi, zupełnie inaczej się pracuje. Na kolejne zmagania ma więc zamiar zabrać już oba konie.

Solarium dla konia?
Na czym tak naprawdę polega praca z koniem? Przede wszystkim na początku trzeba zdobyć jego zaufanie. Nie są to bowiem zwierzęta tak udomowione, jak psy czy koty. – Trzeba do tych zwierząt podchodzić bez spięcia, spokojnie. Trudno to wytłumaczyć, ale są takie gesty i ruchy, które one po prostu rozumieją. Jednak budowanie więzi między człowiekiem a koniem trwa bardzo długo. Chciałabym w przyszłości dojść do takiej wprawy, że koń będzie się czuł przy mnie na tyle bezpiecznie, że po prostu będzie za mną podążał – wyjaśnia Kinga.
Trzeba również pamiętać, że wyczynowa jazda konno to sport także dla naszego ciała. Ćwiczą się ramiona, brzuch, który pomaga utrzymać wyprostowaną postawę, ale przede wszystkim mięśnie nóg – pracują one przy kierowaniu koniem, napędzaniu go i utrzymaniu się na nim. Jak mówi Kinga, po dobrym treningu jeszcze długo czuje się mięśnie takie jak przywodziciele ud.
Konie wymagają także odpowiedniej pielęgnacji. Trzeba pamiętać o czyszczeniu kopyt, czesaniu sierści i utrzymywaniu porządku w boksach, ponieważ lubią one czystość. Przed każdym treningiem konia trzeba rozgrzać, aby nie dopuścić do kontuzji. Uprząż również musi być odpowiednio założona, aby zwierzę nie czuło dyskomfortu. Co ciekawe konie mają również swoich fizjoterapeutów, którzy dbają o ich sprawność, a także… chodzą na solarium! Jest to działanie podczerwieni, która ma na celu rozluźnić mięśnie.

Przede wszystkim cierpliwość
Według Kingi spędzanie czasu z koniem na powietrzu jest wspaniałą alternatywą dla spędzania czasu w domu przed komputerem. Uczy też cierpliwości i spokoju. – Zanim wróciłam do jeździectwa byłam osobą niecierpliwą, szybko się denerwowałam, słabo znosiłam porażki i chciałam mieć wszystko natychmiast. Kiedy spełniło się moje marzenie i mogłam mieć swojego konia, za czym idzie ogromna odpowiedzialność, zaczęłam uczyć się, że żeby coś osiągnąć potrzeba dużo pracy i czasu – tłumaczy Kinga.
Dodaje, że każdy postęp, jaki uda się jej wykonać, wywołuje ogromną radość. Uczy to cieszenia się z małych rzeczy, a jest to umiejętność, o którą w dzisiejszych czasach jest niestety coraz trudniej.

Joanna Biała
fot. archiwum Kingi Mikołajczyk

Zobacz kolejny artykuł

800 m kw. w ogniu

Tuż przed świętami wielkanocnymi Płockiem i okolicami wstrząsnęła informacja o ogromnym pożarze, który miał miejsce …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.