Wierzymy w siebie, ale palma nam nie odbija…

Z liderem płockiej grupy punk-rockowej Farben Lehre rozmawia Jola Marciniak.

Od jakiego pytania nie lubisz zaczynać rozmowy?
– Nie lubię, gdy pierwszym pytaniem jest coś w stylu: skąd się wzięła i co oznacza nazwa zespołu, jakie były nasze początki. Tyle się już wydarzyło od tamtego czasu, że takie ciągłe powracanie do przeszłości staje się dla mnie nużące. Nie chce mi się powtarzać tego samego po raz kolejny. Odnoszę też wrażenie, że jeśli ktoś interesuje się muzyką (albo literaturą) to nazwa Farben Lehre jest na tyle znana, że nie trzeba w kółko przypominać jej genezy. W końcu wszyscy chodziliśmy do szkoły, a w lekturach szkolnych Julian Tuwim i jego „Kwiaty Polskie” były i są od zawsze. A w nich właśnie „farbenlehre”…
We wrześniu upłyną 32 lata Farben Lehre na rynku muzycznym. Wiadomo, że od 6 lat nie wydaliście autorskiej płyty. Fani długo musieli czekać na nowy album…
– Fakt, autorskiej nie wydaliśmy. Sześć lat temu ukazał się krążek „Achtung 2012” i to była ostatnia – jak dotąd – premierowa płyta zespołu. Aczkolwiek to też nie znaczy, że od tamtego czasu zespół próżnował i nic nie robił. Zrealizowaliśmy album „Projekt Punk”, na którym znalazły się stare klasyki punkowe, nagrane przez nas w całkowicie nowych aranżacjach. Ta płyta wyszła w 2014 roku. Z kolei w 2016, z okazji 30-lecia Farben Lehre, wydaliśmy 3-płytową produkcję pod tytułem „Trzy dekady”, gdzie po raz pierwszy w historii zagraliśmy w wersji akustycznej. Osobiście ten materiał strasznie mnie rajcuje i kręci, bo po tych ponad 30 latach grania niewiele jest rzeczy, które robimy po raz pierwszy. Zagranie tradycyjnego koncertu to dla nas chleb powszedni. Koncerty akustyczne to całkowicie nowe, wyjątkowo inspirujące doświadczenie. Teraz, po 6 latach od pojawienia się albumu „Achtung 2012”, przyszedł czas na nagranie kolejnej premierowej płyty, która będzie się nazywać „Stacja Wolność”. Słuchacze czekali tak długo, więc utworów będzie więcej niż zazwyczaj. W tak zwanej wersji podstawowej – 15 autorskich kompozycji, bez żadnych coverów. Jednocześnie w sprzedaży pojawi się poszerzona wersja „de luxe”, na której znajdzie się sześć dodatkowych kawałków. Mniej więcej w tym samym czasie chcemy też wydać nowy materiał na tradycyjnej płycie analogowej. Z racji tego, że winyl ma jedynie 45 minut pojemności, nie wszystkie utwory się tam zmieszczą.
Jak pracujecie nad nowym materiałem? Przychodzicie do studia z gotowymi utworami, czy muzyka powstaje na żywo, spontanicznie?
– W tym temacie nie ma żadnej reguły. Nasze poszczególne płyty rodziły się w bardzo różnych okolicznościach. Na przykład w 1994 roku wszystkie utwory na płytę „Insekty” powstały zaledwie w ciągu dwóch tygodni, na próbach w płockiej Jagiellonce. Kilka dni później pojechaliśmy do studia i nagraliśmy to, co wówczas wymyśliliśmy. Z kolei z najnowszą „Stacją Wolność” sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tym razem nad piosenkami pracujemy od dwóch lat. Wszystko robimy wyjątkowo skrupulatnie, bezstresowo i bez pośpiechu. Zatem z założenia będzie to bardzo dojrzały, przemyślany materiał pod względem muzycznym. Z kolei dynamiczna sytuacja społeczno–polityczna w kraju znacząco sprzyja powstawaniu życiowych, dalece aktualnych tekstów. Pomysły na słowa poniekąd same spadły nam z nieba. Ostatecznie wybraliśmy najciekawsze teksty, najlepsze kompozycje, które przez ten czas stworzyliśmy, a które teraz nagrywamy w studio.
Weszliście do studia z przygotowanym materiałem, a teraz nagrywacie?
– Tak. Wszystko jest już wymyślone, chociaż w studiu tradycyjnie pojawią się pewnie drobne korekty. Jak się nagrywa płytę, to trzeba się liczyć z tym, że poprawki są nieuniknione, bo trochę inaczej muzyka brzmi na żywo czy na próbach, a inaczej w studio. Niewykluczone, że najnowszy album powstałby ciut szybciej, gdyby nie fakt, że półtora roku temu zmieniliśmy perkusistę. Wówczas dołączył do nas Gerard Klawe, czyli tak zwany desant z Łodzi, który wniósł na tyle nowej jakości i świeżości, że miał istotny wpływ na naszą pracę twórczą…
Jak długo nagrywacie płytę w studio?
– W obecnych czasach jest tak, że większość muzyków, którzy regularnie funkcjonują od wielu lat na rynku, mają łatwy dostęp do studia. Na przykład mój brat, Konrad ma swoje studio i u niego nagrywamy wspomniane wcześniej sześć dodatkowych utworów. Natomiast materiał, na który składa się 15 podstawowych kompozycji rejestrujemy w Warszawie, w zaprzyjaźnionym studio Serakos. Sesję rozpoczęliśmy 11 lipca i myślę, że do 15 sierpnia powinniśmy zakończyć całą pracę. Zatem dwa tygodnie przed premierą będziemy gotowi. W obecnych realiach, ten czas pomiędzy nagraniem a wydaniem płyty radykalnie się skrócił. Kiedyś to były lata, a dzisiaj dwa tygodnie…

Jola Marciniak
fot. Materiały promocyjne zespołu

 

Zobacz kolejny artykuł

Mira wraca do teatru

Gwiazda międzywojennego kabaretu, ulubienica warszawskiej publiczności, aktorka tetaralna i filmowa, a po wojnie – dyrektorka …

Portret Błękitnego Generała

– Zwykle, kiedy mówi się o ojcach niepodległości, to na pierwszym miejscu jest Józef Piłsudski, …