Premiera „Dwóch teatrów”

Dyrektor każdej sceny powinien mieć w repertuarze sztukę o teatrze. Choćby po to, żeby przedstawić w niej „swój” teatr albo sprowokować dyskurs. Tak właśnie, jako bardzo osobistą i szczerą wypowiedź, potraktował tekst Szaniawskiego Marek Mokrowiecki. „Dwa teatry” w jego reżyserii utwierdzają w przekonaniu, że teatr nie zniknie dopóki będą ludzie, którzy chcą go tworzyć.

Szaniawski doskonale znał kulisy sceny. Bywał częstym gościem w gabinetach dyrektorskich Teatru Polskiego i Reduty. Pisał też dla radia. Podobno to siebie sportretował w postaci małomównego Autora w „Dwóch teatrach”. Także początkującego dramaturga nazwanego Chłopcem obdarzył własnymi przemyśleniami.
Marek Mokrowiecki poszedł wytyczoną przez Szaniawskiego drogą. Odczytał dramat klasycznie, jako rzecz o poszukiwaniu sensu sztuki teatru. Tak jak Szaniawski nie dał jednoznacznej odpowiedzi, jaki ma być współczesny teatr, ale podkreślił jego ciągłość. Nawet kataklizmy i zmiany pokoleniowe nie są w stanie zniszczyć fascynacji stwarzanym na scenie światem. Każdy dyrektor ma jednak prawo interpretować go po swojemu.
W Teatrze Małe Zwierciadło króluje realizm. Dyrektor (Krzysztof Bień) gra jednoaktówki z wyraźnym zakończeniem. Kawa pachnie kawą, gwiżdże pociąg, gwiazdą sceny jest ukochana aktorka. Wszystko jest wyliczone i skrupulatnie odmierzone. Tylko czasem pojawia się tęsknota. Lizelotta (Julia Chętkowska) wolałaby zagrać milczenie, a dyrektor miałby ochotę wystawić sztukę, w której widz musi użyć wyobraźni, by zobaczyć to, czego nigdy w rzeczywistości „nie widział i nie zobaczy”. Taki dramat leży na jego biurku. Drugi przynosi Chłopiec. W interpretacji Szymona Kołodziejczyka ma w sobie coś z Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jest przekonujący. Choć młody autor słyszy od dyrektora, że jego sztuki „nie będą grane w żadnym teatrze świata”, pisze dalej. Czy wie, że dyrektor lubi analizować sny, że szuka wyjaśnienia metafizycznej tajemnicy?

Reklama
Rewolucji w „Małym Zwierciadle” nie będzie. Zespół przygotowuje się do premiery. Trwają próby. Scena zapełnia się kolejnymi elementami dekoracji. Aktorzy dyskutują i powtarzają tekst. Głos inspicjenta przywołuje wszystkich do porządku. Reżyser Marek Mokrowiecki wydłuża i celebruje ten „teatr w teatrze”, podkreślając, że na sukces pracują nie tylko aktorzy. Pokazuje, jak ważne jest teatralne zaplecze. Kiedy techniczni przygotują scenę, wejdą na nią postacie z jednoaktówek „Matka” i „Powódź”.
Dwa krótkie utwory, z mocno zarysowanymi postaciami, to dla aktorów zawsze ciekawe wyzwanie. W „Matce” spotykają się Hanna Zientara-Mokrowiecka, Magdalena Tomaszewska (Pani), Sylwia Krawiec. Dobra jest także „Powódź” zrobiona na kontrze do lirycznej, opartej na niedomówieniach sceny w leśniczówce. Tu grają mrok i rozpacz oraz podniesione głosy aktorów (Piotr Bała, Dorota Cempura, Henryk Jóźwiak). Nastrój potęguje wizualizacja wzburzonej wody (Agata Wałachowska) i dramatyczna muzyka (tutaj spójna, z akcją), której autorem jest Krzysztof Misiak. Nowoczesna, metaforyczna scenografia Aleksandry Szempruch łączy oba teatry.
Po wojnie, na gruzach miasta, spotykają się nieliczni ocaleni pracownicy „Małego Zwierciadła”, aby znowu robić teatr. Bo kto raz był w teatrze, ten wróci – mówi dyrektor. Jest pełen zapału. Ma do pomocy Matkowskiego (Marek Walczak) i Laurę (Barbara Misiun). W snach zjawia się Lizelotta. Teatr powstaje, ale gdzie indziej.
Mokrowiecki konsekwentnie prowadzi akcję do finału. Kończy tak, jak Szaniawski, z jednym „prywatnym” wyjątkiem, ale to już widz musi dostrzec sam. Poetycka scena zbiorowa, w której postacie z „Teatru Snów” mieszają się z aktorami „Małego Zwierciadła” zdaje się potwierdzać, że teatr interesuje się wszystkim: i życiem, i snami. Może skomentować teraźniejszość („cześć i chwała bohaterom”) albo historię. Potrafi się podnieść po każdej katastrofie i to jest wspaniałe. Nawet, jeśli odejdzie jeden, drugi, trzeci dyrektor. To piękna puenta spektaklu, nie tylko z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru.

Lena Szatkowska
fot. Waldemar Lawendowski

Zobacz kolejny artykuł

Rok Stanisława Moniuszki w Książnicy Płockiej

200 rocznica urodzin autora znakomitych oper przypada 5 maja. Pamiętając o wybitnym twórcy, Senat RP …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.