Marek Mokrowiecki: Nie mam czasu, żeby robić rzeczy nieważne

Lubi powtarzać, że jest pasjonatem kolei, ale technikum kolejowe ukończył naprawdę. Żartuje, że specjalizacja (trakcje elektryczne) zaprowadziła go do szkoły teatralnej na Miodową, a po dyplomie aż do Pragi, bo teatr i kolej to czysty romantyzm. Marek Mokrowiecki, najdłuższy stażem dyrektor Teatru im. Szaniawskiego, reżyser i aktor, był kilkakrotnie nagradzany Srebrną Maską za realizacje spektakli na płockiej scenie. Czwarta, Srebrno-Złota Maska (2015) zwieńczyła jubileusz pięćdziesięciolecia pracy artystycznej.
Zaczynał od Czeskiego Cieszyna, gdzie obsadzano go w roli silnych mężczyzn, z duszą wrażliwca i poety. W teatrze w Bielsku-Białej dokąd następnie trafił, do dziś wspominają „Mokrego”, co Hamleta grał, jakby znajdował się na stadionie żużlowym. Po drodze był też niedługi epizod w Teatrze Pantomimy, później Gorzów i Bydgoszcz, gdzie głównie reżyserował, także sam siebie. Do aktorstwa powracał co kilka lat w monodramach, które przyniosły mu szereg nagród i sporo satysfakcji, jaką daje możliwość wyboru ciekawego tekstu literackiego (Nowakowski, Hrabal, Lem).
Kiedy został dyrektorem teatru w Płocku, zamienił Szyndzielnię, Skrzyczne i Wielką Raczę na miasto z jedną tylko Tumską Górą. Objął teatr na początku transformacji. Tak jak wielu szefów innych scen, odciął się od minionego okresu, proponując inny repertuar i nową estetykę. Rozpoczął mocno i efektownie „Bogiem” Allena we własnej reżyserii i zdobył pierwszą Srebrną Maskę. Podobna stylistyka powróci po dłuższej przerwie w spektaklu „Król Ubu, czyli Polacy” Jarrego. Później szukał tematów, biorąc na warsztat światową prozę, głównie czeską, we własnej adaptacji i dramaty Szekspira, które dają swobodę interpretacji.
Nim mecenas (Samorząd Województwa Mazowieckiego) powierzył mu dodatkowo funkcję budowniczego (zaczęły się modernizacja i remont budynku, który z pierwotnej funkcji Teatru – ośrodka kultury miał stać się nowoczesnym obiektem), sukces odniosły kolejne realizacje. Przede wszystkim „Sen nocy letniej” Szekspira (1991), „Nasze miasto” Wildera (1992, tam nawet zagrał), prezentowany gościnnie na scenie teatru w Częstochowie „Jeremiasz” Wojtyły (1991), „Historia Partii umiarkowanego postępu” (1993). W dowcipnej historii o wojaku Szwejku tytułową rolę powierzył Grażynie Zielińskiej. A ponieważ spektakl pokazono też w Warszawie w sali czeskiego centrum, zyskal medialny rozgłos: „Uśmiechnięty i rozśpiewany spektakl Mokrowieckiego śmiało można zaliczyć do teatru postępu. Umiarkowanego” – pisała „Rzeczpospolita”.
Drugie wyróżnienie Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, Srebrną Maskę ’95, otrzymał za monodramy i role w spektaklach „Historia Partii umiarkowanego postępu” oraz w „Święcie przebiśniegu”.

Zobacz kolejny artykuł

Rozpoczyna się 42. sezon artystyczny Płockiej Orkiestry Symfonicznej

Przed melomanami inauguracyjny koncert Płockiej Orkiestry Symfonicznej (21 września). W interpretacji znakomitej pianistki młodego pokolenia …

Portret rodzinny z uśmiechem

– W pracy z naszą młodzieżą doświadczamy wielu niezapomnianych chwil. W większości są to chwile …