Grzymały powrót z klasą

Na wernisaż Wojciecha Grzymały do Płockiej Galerii sztuki przyszło mnóstwo osób. Oprócz zainteresowanych sztuką współczesną stałych jej odbiorców, witali artystę po latach dawni koledzy z Jagiellonki. Błyskały flesze, wracały wspomnienia starego Płocka. Na tle siermiężnych lat sześćdziesiątych Grzymała już wtedy wyróżniał się odwagą nie tylko w sposobie ubierania, co potwierdzają fotografie. Także pracował w hotelu Petropol, robił pierwsze rysunki. I jak wielu chciał zostać pisarzem. Jednak sławę przyniosło mu nie pióro, a ołówek. Rysownik, ilustrator, grafik, projektant okładek, tworzy także rzeźby i biżuterię.
Wojciech Stanisław Grzymała urodził się w 1949 roku w Płocku. Mieszkał przy Kolegialnej 4. W tym samym podwórku bywała Mira Zimińska-Sygietyńska podczas swoich nielicznych odwiedzin u płockich krewnych. Z dzieciństwa zapamiętał przede wszystkim miasto, z wczesnej młodości – szkołę (jest absolwentem Jagiellonki). W książce Mirosława Łakomskiego „Płock na emigracji” napisał: „Pamiętam stare sklepy i ich zapach – delikatesy na Tumskiej naprzeciw kina. Moi rodzice mówili: Idź do Kobrzyńskiego i kup to i to. Po chleb biegałem do Żuchniewicza, już nie pamiętam jak nazywa się poprzedni właściciel. Szczególnie miło było tam chodzić zimą, bo wracało się z gorącym chlebem, który grzał ręce. A naprzeciwko Żuchniewicza był mały sklep z zabawkami i było to miejsce, gdzie wszystkie dzieciaki zatrzymywały się wracając ze szkoły. Zimą przyklejaliśmy języki do zamarzniętej, pokrytej miedzią barierki przy oknie wystawowym… A jak przychodziła wiosna, to wszyscy czekali, aż Wisła ruszy i każdy miał nadzieję, że tego właśnie roku szlag trafi most”.
Po wyjeździe z Płocka studiował w Warszawie (jest absolwentem Krajowej Szkoły Lingwistycznej i Akademii Teologii Katolickiej). W 1971 roku debiutował w piśmie „Politechnik”. W 1975 roku wysłał pracę na konkurs rysunku satyrycznego „Młodzi 75” w Rzeszowie i zdobył I nagrodę. W 1979 roku otrzymał nagrodę publiczności legnickiego Satyrykonu. Był jednym z pierwszych polskich artystów, którzy w latach 70. zaczęli eksperymentować z aerografem (malowanie metodą rozpylania farby przez strumień powietrza). Współpracował między innymi z legendarnymi „Szpilkami” i „Karuzelą”. Przygotowywał projekty i ilustracje dla wydawców książek, projektował okładki płyt analogowych (dla Budki Suflera czy Maanamu) jako wolny strzelec. W 1987 roku wyjechał do USA, potem do Nowej Zelandii, gdzie pracował m.in. jako dyrektor artystyczny w „New Zeland Listener” i „Sunday Star-Times”. Tam zaczynał po raz drugi „jako czterdziestolatek z Europy wschodniej za wielką wodą”. W latach 1993-2000 pełnił funkcję dyrektora artystycznego w „Twoim Stylu”, pracował w agencjach reklamowych. Był też menadżerem ds. promocji warszawskiego Jazz Jamboree. Obecnie mieszka w Lytham w Anglii.
Wystawa Grzymały w PGS ma charakter retrospektywny. Ukazuje blisko półwiecze twórczości artysty i tworzy ją około 200 obiektów: ilustracji, rysunków, rzeźb, a nawet biżuterii. Wśród osobistych pamiątek są: zlecenie dla chemigrafii „Polityki” z 1978 r., okładka „Wektorów”, Informator Country z 1982 r., archiwalne zaproszenia na wernisaże, czarno-białe fotografie na tle starego Płocka. Dowcipny jest już sam tytuł wystawy: „Rękoczyny”, czyli wszystko, co udało się przez ponad 40 lat popełnić.
Dużą część prezentowanych prac stanowią ilustracje i rysunki komentujące wydarzenia w Polsce w latach 70. i 80.: „Były wizualnym kontrapunktem wobec otaczającej rzeczywistości, pobudzały do refleksji i zastanawienia, nierzadko obfitującym w treści groteskowe, wywołujące uśmiech odbiorcy, chociaż często uśmiech gorzki i wieloznaczny” – napisała w katalogu dyrektor PGS Alicja Wasilewska. Jest też dużo późniejszych prac z czasopism anglojęzycznych. Na ich podstawie można prześledzić transformacje technik i palety barw. Pierwsze prace są czarno-białe. Kolor dominuje na plakatch filmowych czy okładkach płyt. Kuratorami wystawy są Alicja Wasilewska i syn artysty Antoni Grzymała.
„Inteligentny absolwent nieprzypadkowej szkoły w Płocku (Jagiellonki) da sobie radę gdziekolwiek, nawet na Antypodach” – pisze o Grzymale w katalogu Krzysztof Cichoń. Zastrzega jednak, że wzorem artysty, nie można nigdy spocząć na laurach. Przekładając na język współczesny: „Droga młodzieży, coś trzeba robić, także w realu, nie tylko na fejsie (nawet po maturze)” – apeluje. A sam artysta podczas wernisażu skomentował lapidarnie: „Wszystko, co bym chciał powiedzieć, jest na ścianach”.
Wystawa „Rękoczyny” czynna będzie do 3 marca.

Lena Szatkowska
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

W bazylice zabrzmiał Pontyfikał Płocki

Kiedy przed laty dwaj pasjonaci muzyki dawnej Waldemar Woźniak (ówczesny szef POKiS-u) i ks. dr …