A wszakże M. Zimińska ma talent niezaprzeczalny

Wielu z tego miasta uciekało. Przede wszystkim do Warszawy. Dopiero po latach zdawali sobie sprawę, jak mocno wpłynął na nich pejzaż dzieciństwa. Mira Zimińska-Sygietyńska z dumą przyjęła tytuł honorowego obywatela i do miasta, do którego miała „cholerny sentyment”, wielokrotnie wracała z zespołem „Mazowsze”. Ze wzruszeniem wspominała ulice, po których biegała, park na Górkach Niemieckich i stary teatr z widokiem na Wisłę. Znana artystka, muza Hemara, kobieta-dyrektor, zjeździła pół świata, ale pozostała płocczanką.
Zanim Mania Burzyńska została Mirą Zimińską upłynęło kilkanaście lat. Spędzone w Płocku dzieciństwo zapamiętała jako czas beztroski i zabawy, przerywany niezbyt miłym obowiązkiem szkolnym. Na pierwszym zachowanym zdjęciu widać roześmianą, pogodną dziewczynkę, która pewnie i odważnie spogląda na fotografa. Dziecięcy portrecik to nie pierwszy jej wizerunek. Ten „najmłodszy” uwieczniono w katedralnej polichromii. Trzy aniołki na filarze, po lewej stronie od ołtarza głównego. Jeden z nich (najprawdopodobniej środkowy) ma twarz małej Miry. Jak bardzo małej? Cztero, może pięcioletniej. Miała dużo szczęścia.

Lena Szatkowska
fot. archiwum SP nr 12

Zobacz kolejny artykuł

Premiera „Dwóch teatrów”

Dyrektor każdej sceny powinien mieć w repertuarze sztukę o teatrze. Choćby po to, żeby przedstawić …