Wnuczek – oszust wciąż grasuje w Płocku

Był „Tadeusz Wrona”, jest „Adam Czartoryski”
Oszust podający się za wnuczka, siostrzeńca, a nawet brata wciąż grasuje w Płocku. Próbuje wyłudzać pieniądze, wykorzystując łatwowierność głównie starszych mieszkańców miasta. Policjanci przestrzegają przed przestępcą.
Ostatnio „wnuczek” zaatakował we wtorek, 16 marca: – Około godziny 9.00 zachrypnięty mężczyzna zadzwonił do 91-letniej kobiety. Kilka dni wcześniej padła już ona ofiarą oszusta, który podał się za jej wnuczka i poprosił o pilną pożyczkę. Pieniądze miał odebrać kolega. Poszkodowana straciła wtedy 10 tysięcy złotych. Teraz nie dała się nabrać, odłożyła słuchawkę i zadzwoniła do nas – mówi oficer prasowy płockiej policji st. sierż. Piotr Jeleniewicz.
To nie był jedyny atak oszusta. 11 marca dzwonił cztery razy. Swoje ofiary brał na litość. – Wszystkim paniom mówił, że pilnie potrzebuje pieniędzy, stoi właśnie gdzieś rozbitym autem, sam jest poobijany, a zaufany kolega przyjedzie po żądaną kwotę. Niektóre panie skłonne były nawet poratować krewnego w biedzie, ale po odłożeniu słuchawki stwierdzały, że coś im nie pasuje. Oddzwaniały do braci, wnuczków i słyszały: „Co? Dzwoń natychmiast na policję” – opowiada st. asp. Małgorzata Bachman ze służby dyżurnej płockiej policji.
Za pierwszym razem babcia przypomniała sobie, że przecież prawdziwy wnuczek jest w Anglii. Nie przekonały jej tłumaczenia oszusta, że przyjechał się leczyć do Polski. Opowiedziała o wszystkim swojemu synowi, czyli ojcu „chorego” młodzieńca. W ten sposób potwierdziła, że niewiele brakowało, żeby stała się ofiarą oszusta.
Inna starsza pani powiedziała wprost „wnuczkowi”, że przecież zdaje on sobie sprawę, że jest biedna. Obecna przy rozmowie opiekunka podpowiedziała starszej pani, żeby o wszystkim powiadomiła policję.
W trzecim przypadku przestępcę zaskoczył młody głos kobiety, która odebrała telefon, więc podał się za jej brata. – Pani, która do nas zatelefonowała, przyznała, że gotowa była dać te pieniądze, bo uwierzyła, że to naprawdę brat do niej dzwoni. Dopiero ją zastanowiło, że za godzinę lub dwie podejmie pieniądze z banku i oddzwoni, wówczas „brat” ostro zaprotestował. Powiedział, że sam oddzwoni – dodaje Małgorzata Bachman.
Niestety, czwarta z pań dała się oszukać. Tym razem oszust podał się za „siostrzeńca”. Tłumaczył, że miał wypadek i potrzebuje 18 tysięcy złotych na naprawę auta, które rozbił innemu kierowcy. Poza tym sam miał obrażenia nogi. Ciocia zaoferowała 20 tysięcy. Po pieniądze miał się zgłosić kolega siostrzeńca. Przed blokiem kobieta zobaczyła mężczyznę, który przedstawił się jako „Adam Czartoryski”. Starsza pani dała mu pieniądze. Gdy wróciła do mieszkania, po raz kolejny zadzwonił telefon. „Siostrzeniec” dopytywał się, czy przekazała już kasę. Kilka godzin później kobieta postanowiła zadzwonić do siostrzeńca. Tym razem rozmawiała z tym prawdziwym, który był zaskoczony historią o wypadku. Do komendy policji przyszli razem, żeby zgłosić sprawę.
Naśladowca
„Tadeusza Wrony”
Wcześniej oszustem wykorzystującym łatwowierność starszych mieszkańców Płocka, który zdobył ogólnopolski rozgłos, był „Tadeusz Wrona”. Jego historia miała swój początek w grudniu 2008 roku. To wtedy oszuści zaatakowali starszych mieszkańców Płocka. Do sędziwych płocczan dzwonił mężczyzna podający się za wnuczka lub syna i tłumaczył, że znalazł się w tarapatach finansowych lub ma okazję na zrobienie intratnego interesu, ale brakuje mu dużej gotówki. Prosił o krótkotrwałą pożyczkę. Pieniądze za każdym razem odbierał „znajomy wnuczka”. W ten sposób oszust trafił na 89-letnią mieszkankę Podolszyc. Starsza pani początkowo nie kwapiła się do pomocy, ale nalegania „wnuczka” w końcu ją przekonały. Starsza pani pobrała z banku 49 tysięcy złotych i spotkała się z „kolegą wnuczka”. Na mężczyźnie wymogła jednak, żeby pokwitował jej odbiór pieniędzy. Na kartce papieru widniał podpis „Tadeusz Wrona”. Ślad po oszuście i pieniądzach oczywiście zaginął, a prawdziwy wnuczek złapał się za głowę, gdy usłyszał, co się stało.
Płocka policja, do której docierały sygnały o kolejnych oszukanych mieszkańcach miasta, przeprowadziła kampanię informacyjną. Kolejne osoby, do których dzwonił oszust, już nie dały się nabrać i informowały o tym policję. Przestępca jednak pozostawał nieuchwytny. W końcu zatrzymali go policjanci z Małopolski. Gdy mężczyzna został przywieziony do Płocka, stanął twarzą w twarz z oszukaną przez siebie kobietą. Starsza pani z laską w ręku i słowami „Wrona, ja ci ptaszku pokażę” ruszyła na przestępcę. Ten widząc, że sprawiedliwość może być wymierzona na miejscu, skrył się za plecami policjantów.
– Przypominany o zachowaniu czujności i zimnej krwi, kiedy ukochane dziecko, wnuk, siostrzeniec proszą przez telefon o natychmiastowe wsparcie potężną gotówką. Oszuści doskonale potrafią grać na uczuciach starszych osób. Zwykle dzwonią na chybił trafił. Przeszukują książki telefoniczne w poszukiwaniu abonentów, raczej kobiet, bo te mają wrażliwe serca, o imionach rzadko teraz nadawanych dzieciom. Stanisławy, Józefy, Aurelie były modne przed wojną i przestępcy liczą, że posługując się tą metodą, trafią na czyjąś babcię czy mamę. Ale trzeba pamiętać, że takich transakcji nie załatwia się przez telefon, a już zupełnie niedopuszczalne jest przekazywanie pieniędzy obcej osobie, choćby nie wiadomo jak pięknie wykaligrafowała na pokwitowaniu swoje fałszywe nazwisko – apeluje Anna Lewandowska z zespołu prasowego płockiej policji.
Jacek Danieluk

Zobacz kolejny artykuł

„Amerykański żołnierz” i „chirurg” oszukali płocczanki

Policjanci coraz częściej spotykają się z nowymi typami oszustw. Nie są to już siermiężnie podrabiane …