Sprawa porzucenia dokumentów coraz bliżej wyjaśnienia?

Policja ustaliła podejrzanego
Są już pierwsze ustalenia w sprawie dokumentów z danymi osobowymi porzuconych w lesie pod Brwilnem.
– Dokumenty pochodzą z jednej z płockich przychodni lekarskich. Ustaliśmy też osobę, która je wyrzuciła – mówi Jarosław Ostrowski z płockiej policji.
Postępowanie w sprawie porzuconych dokumentów policjanci prowadzą pod nadzorem prokuratury rejonowej. Przed nimi jeszcze przesłuchania nie tylko osoby podejrzanej, ale także świadków – w tym osób, których dane znajdowały się na dokumentach.
7 lutego czytelnik Tygodnika Płockiego natrafił w lesie pod Brwilnem na dzikie wysypisko. Znalazł na nim wiele dokumentów zawierających cenne informacje. – Dokumenty to głównie skierowania na badania lekarskie. Zawierają imiona, nazwiska, adresy, numery dowodów osobistych, PESEL. To wszystko jest czytelne – relacjonował w liście do redakcji czytelnik.
Jako dowód przesłał zdjęcia. Można na nich było bez trudu odczytać nazwy firm, które skierowały swoich pracowników na badania okresowe. To między innymi firmy z branży cukierniczej i cateringowej. Z dokumentów można było się między innymi dowiedzieć, na jakich stanowiskach zostały zatrudnione osoby skierowane na badania, jaki jest ich zakres obowiązków. Na zdjęciach widnieją dokumenty pochodzące z ubiegłego roku. Ostatecznie na dzikim wysypisku znalazło się siedem worków wypełnionych dokumentami.
Jako podstawę postępowania policja przyjęła artykuł 51 ustawy o ochronie danych osobowych. Według tego przepisu osobie, która udostępnia lub umożliwia dostęp do danych osobowych – osobie nieupoważnionej – grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności. Policjanci wyjaśniają między innymi, czy są to same skierowania na badania lekarskie czy także ich wyniki.
Porzucenie dokumentów z tak istotnymi informacjami może mieć bardzo poważne skutki. Gdyby wpadły one w ręce oszustów, niewinni ludzie mogliby mieć mnóstwo problemów. Imię, nazwisko, adres, numer dowodu osobistego i PESEL to dane pozwalające na przykład na zaciągniecie kredytu. Ktoś nieuczciwy mógłby je też podać, gdyby został przyłapany na jeździe komunikacją publiczną bez ważnego biletu. Dlatego dziwi niefrasobliwość, z jaką ktoś potraktował tak ważne informacje.
Można tylko mieć nadzieję, że sprawa nie skończy się jedynie mandatem za zaśmiecanie lasu.
(jac)

Zobacz kolejny artykuł

Przyjechał do dziewczyny i… Włamał się do sklepu

Niecały dzień potrzebowali policjanci, aby ustalić sprawcę włamania do sklepu. Jak się okazało, złodziej włamał …