Wojna na pomniki i słowa… [FELIETON]

Rozpoczął się demontaż pomnika generała Karola Świerczewskiego w Jabłonkach na Podkarpaciu i zaczęły się przygotowania do wzniesienia w centrum Warszawy pomników ofiar katastrofy smoleńskiej oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nietrudno przewidzieć, że i te pomniki podzielą kiedyś los tamtego. Tak dzieje się zawsze i dziać się musi, kiedy cokoły wznosi władza w sposób wymuszony doraźną presją polityczną, przyprawioną odpowiednią propagandą, a szczególnie taka władza, której nie akceptuje znaczna część społeczeństwa. Szkoda ludzi, którzy zginęli w tej katastrofie, którym Jarosław Kaczyński usiłuje wyświadczyć niedźwiedzią przysługę, i szkoda Prezydenta, bo co to za honor stać na cokole, którego pewnie będzie musiała pilnować jakaś warta, oficjalnie „honorowa”, żeby go nie ozdobiono tak jak ozdobiono generała Świerczewskiego, albo wprost potajemnie nie zdemontowano. Parcie rządzących do stosowania rozwiązań, które kiedyś wyniosły generała Świerczewskiego, wzbudza politowanie, bo wiemy jak takie historie się kończą. Ale powstrzymać szaleństwo jest trudno, dlatego najpierw trzeba pomniki wznieść, żeby kiedyś można je było rozebrać.
Udało się natomiast powstrzymać inne szaleństwo. Oto obwieszczono oficjalnie w ubiegłym tygodniu, że pod wpływem nacisku dwu zwaśnionych nauczycielskich związków zawodowych ministerstwo edukacji wycofało się z pomysłu poddawania nauczycieli „ocenie etyczno-moralnej”. Dziwię się skuteczności, jaką osiągnęli związkowcy, ale i władza powinna się z tego cieszyć, bo została uratowana przed ośmieszeniem, i to z dwóch od razu powodów. Po pierwsze, urzędnicy oświatowi musieliby zgrywać idiotów, jak ci policjanci, którzy przyszli po Frasyniuka, aby ukryć, że nie chodzi o żadną ocenę, tylko o weryfikację środowiska w celu pozbycia się niepodatnych na propagandę partyjnej politgramoty. Po drugie, rezygnacja z tego fatalnego pomysłu oznacza, że władza nie będzie musiała się przed nikim tłumaczyć z nieporadności językowej, jaką się cechuje. Nie ma, proszę Państwa, i nie będzie żadnych ocen „etyczno-moralnych”. Kto nie wierzy, niech sobie kupi jakiś słownik języka polskiego i sprawdzi znaczenie słów „etyka” i „moralność” i poduma trochę nad sensem koniunkcji, która kryje się w wyrażeniu „ocena etyczno-moralna”. W ministerstwie edukacji takich słowników chyba nie mają.
Czy uda się natomiast powstrzymać szaleństwo polsko-żydowskiej pyskówki, jaka trwa od kilku tygodni, od kiedy znowelizowano ustawę o IPN-ie? Ustawa ta w dalszym ciągu chroni prawdę o Oświęcimiu i innych obozach koncentracyjnych, ale też nie dozwala dowolnie, „wbrew faktom” (trzeba ustalić fakty) obarczać Polski winą za Holocaust. Nie zakazuje badań naukowych, których celem jest przecież ustalenie faktów. Prace naukowe, które się ostatnio ukazały („Miasta śmierci” Mirosława Tryczyka o polskich zbrodniach na Żydach na Podlasiu, którym zresztą uczeni stawiają wiele zarzutów) i które wkrótce się ukażą (artykuł prof. Libionki o mordach, także polskich, na Żydach w powiecie miechowskim) mają na celu ustalenie faktów. I nikt tego wysiłku nie chce zanegować. Ale z pewnością nie będzie dobrze służyć temu antypolska histeria, którą rozlały po świecie środowiska żydowskie, częstujące nas wrzutkami typu „polskie obozy śmierci”, czy obecnie „polski Holocaust”. To ostatnie wyrażenie brzmi dosyć dziwnie i sugeruje, że to nie Niemcy, tylko Polacy, których w tej wojnie ubyło aż 6 milionów wyręczyli Niemców w dokonaniu Holocaustu albo zrobili go z Niemcami do spółki. Ohyda!

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Przysłowie powiada, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Władze naszego pięknego miasta powzięły swego czasu …

Papież w Irlandii [FELIETON]

Nie sposób nie zauważyć pielgrzymki papieża Franciszka do Irlandii. Z kilku powodów. Po pierwsze Polska …