Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Powinienem napisać o tym, co wydarzyło się w niedzielny wieczór w Gdańsku. I napiszę. W przyszłym tygodniu, a może później, nie potrafię dokładnie określić tej daty. A na razie mogę tylko, przywołując wypowiedź byłego francuskiego prezydenta, zaapelować: tym razem wykorzystajmy dobrą okazję, by milczeć!
Zostawmy zatem nasze podwórko i skupmy się na sprawach europejskich. A tu najbardziej gorący temat to brexit. A dokładniej – głosowanie w parlamencie brytyjskim nad „umową rozwodową”. Umowę odrzucono, przy czym padł rekord różnicy głosów między „przeciw” i „za”. Wyniosła 230 głosów (Izba Gmin liczy 650 posłów). Co ciekawe, ten sam parlament odrzucił wniosek o wotum zaufania dla rządu (za 309 głosów, przeciw 325). Wniosek? Otóż w tym pierwszym przypadku ponad stu (!) posłów Partii Konserwatywnej głosowało przeciwko własnemu rządowi! Można? Można! U nas nie do pomyślenia! Tak się porobiło, że widok posła koalicji rządzącej głosującego przeciw pomysłom własnego rządu byłby takim kuriozum, jak w przypadku Stanisława Stommy wstrzymującego się od głosu w sprawie ustawy, która wpisywała wieczystą przyjaźń ze Związkiem Radzieckim do konstytucji peerelu. Cóż, Brytyjczycy chyba wiedzą co robią. Nie pasują do tego unijnego towarzystwa….
Co dalej? Chyba „twardy brexit” … Będziemy cierpieć. My? Jak podaje portal money. pl „Twardy Brexit to dla Polski pożegnanie z grubą kasą… Porozumienie gwarantowało wypłatę przez Brytyjczyków 39 mld funtów. Bez porozumienia tych pieniędzy nie ma. Trzeba będzie renegocjować unijny budżet, z którego dużo trafia bo Polski”. Propozycja ponownego referendum, którą forsuje lider opozycyjnej Partii Pracy raczej nie przejdzie. Podważyłoby to, zdaniem szefowej rządu, zaufanie Brytyjczyków do instytucji referendum. Oczywiście można się bawić tak, jak w Irlandii. Po odrzuceniu traktatu lizbońskiego w pierwszym referendum w czerwcu 2008, w 2009 roku odbyło się drugie głosowanie. Irlandczycy większością 67,1% głosów przy frekwencji 59% opowiedzieli się za. I cóż w tym złego? Na konklawe też głosuje się do skutku, a Irlandia to przecież kraj katolicki. Tyle, że w przypadku „unijnym” skutek był z góry założony… Irlandczycy jednak tę nowatorską metodę wyrażania „woli ludu” zaakceptowali, a ich brytyjscy sąsiedzi chyba aż tak tolerancyjni dla brukselskich nowinek nie są. Inaczej pewnie nie byłoby problemu „brexitu”. Po co zawracam głowę Szanownym Czytelnikom nie naszymi w końcu problemami? Nie naszymi? Dziś tak, ale jutro? Jeśli wierzyć ekspertom od przewidywania przyszłości z kręgów zbliżonych do obecnej opozycji, „polexit” to scenariusz nie tylko realny, ale od dawna realizowany. W „konspiracji“, rzecz jasna! Warto zatem przyglądać się z uwagą pionierom w tej dziedzinie…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …