Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Początek roku skłania do rozważań na temat przyszłości. Przed tygodniem uległem tej modzie. Nie była to próba przewidywania przyszłych zdarzeń, bo w roli proroka nie czuję się dobrze, ale podkreślenia tego, co wydarzy się na pewno, a jest ważne dla nas, Polaków, czyli wybranych rocznic. Pozwolę sobie pozostać w tym klimacie, ale dziś kilka zdań o tym, co nas czeka w sporcie. A tak naprawdę o tym, co nas nie czeka… Tak się składa, że lata nieparzyste wolne są od najważniejszych wydarzeń sportowych. Nie będzie zatem w roku bieżącym letnich ani zimowych igrzysk olimpijskich. Nie obejrzymy też mistrzostw świata ani Europy w piłce nożnej. Czyli kibiców czeka rok bez ekstremalnych emocji. Jakimś wyjątkiem od reguły są tylko mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Nie licząc imprez corocznych, jak odbywający się w tych dniach Turniej Czterech Skoczni czy piłkarska Liga Mistrzów.
Czy to oznacza, że będziemy mieli rok bez szczególnych emocji? Niekoniecznie! Weźmy takich futbolistów. Nie będzie turniejów finałowych najwyższej rangi, ale dla nas to nie one wywołują prawdziwe emocje. Mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor… To schemat, który polski kibic ogląda najczęściej. Czym się tu podniecać? Prawdziwych przeżyć dostarcza mu dylemat: wejdą – nie wejdą? Czyli eliminacje! A w tym roku walczymy o Euro! Dodatkowy smaczek to pytanie, czy do turnieju olimpijskiego w Tokio zakwalifikują się siatkarze? Tak to jest, mistrzowie świata muszą walczyć o awans. I łatwo nie będzie, bo na igrzyskach zagra dwanaście zespołów, a nie trzydzieści dwa, jak u piłkarzy…
Tyle o światowych salonach. A na krajowym podwórku rok zaczął się ciekawie, od dramatycznej sytuacji Wisły. Nie płockiej na szczęście, a tej z Krakowa. Ale to klub z wielkiej czwórki: trzynaście tytułów mistrza Polski (tyle samo wicemistrzowskich, najwięcej w lidze). Tylko Górnik i Ruch mają o jeden tytuł więcej. Jeżeli nie zdarzy się cud, klub zniknie z mapy futbolowej. A po ostatnich posunięciach widać, że właśnie w cudach upatrują właściciele (?) klubu szansy na odwrócenie losu. Bo jak inaczej nazwać próbę przekazania spółki w ręce dziwnego „biznesmena” z Kambodży? Co nam to przypomina? Tak, katarski inwestor w bardziej egzotycznej postaci… I marna jest szansa na powtórzenie fenomenu Widzewa – siedemnaście tysięcy karnetów sprzedawanych corocznie na mecze trzecio – i drugoligowe!
I na koniec lokalne podwórko. A tu zapaść w obu wiodących dyscyplinach. Z przykrym efektem pustych trybun. I to na szczypiorniaku! W roku bieżącym wysiłek finansowy i organizacyjny ma być skierowany na budowę stadionu. Wypada sobie zatem życzyć, by na tym „misiu na skalę naszych możliwości” zadowolony kibic mógł oglądać mecze ekstraklasowe!

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Staszek w biznesie, czyli sport po płocku [FELIETON]

„Staszek chciał się sprawdzić w biznesie” – w ten sposób w 2001 r. minister skarbu …