Widziane ze skarpy… [FELIETON]

I mamy wysyp afer. Afera sejmikowa, afera KNF – u, a przy okazji afera „prorodzinna”, afera dyplomatyczna… Wystarczy jak na jeden krótki tekst! Radny wybrany do sejmiku z jednego z komitetów wyborczych zmienił barwy. I nie byłoby to nic w naszych warunkach szczególnego, gdyby nie oznaczało to utraty władzy przez opuszczonych na rzecz „ubogaconych”. Czy to się godzi? „Zdrajca” argumentuje, że on dla dobra regionu (chodzi o współpracę z rządem, czyli „efekt synergii”). Dla wzmocnienia owych szlachetnych dążeń wziął na swe ramiona brzemię w postaci urzędu wicemarszałka. Jużci, wice może więcej niż zwykły radny… Pozostaje wątpliwość. Za rok wybory parlamentarne. Gdyby doszło do zmiany rządu, to radny powróci na łono, które był opuścił? Dla dobra regionu, rzecz jasna…
Szef urzędu nadzorującego banki prowadzi we własnym gabinecie dziwną rozmowę z jednym z najbardziej kontrowersyjnych polskich bankierów i składa mu dwuznaczną propozycję. Dwuznaczną, bo kluczowy element, ów jeden procent był napisany na kartce, która jakoś się bankierowi zawieruszyła… Ale to sobie darujmy. W rozmowie mówi się o „planie Zdzisława”, czyli projekcie ustawy pozwalającej na przejęcie banku, który popadł w tarapaty za symboliczną złotówkę. Dla dobra klientów, którzy ulokowali w nim pieniądze tym razem. I tu zielona lampka. Jeśli zgodzimy się, że wolno przejąć własność prywatną za złotówkę bez zgody właściciela, to tworzymy bardzo zły precedens. Naruszamy świętość owej własności. Najbardziej kontrowersyjny polski polityk protestował kiedyś energicznie przeciw oklaskom w trakcie wystąpień papieża. Bo jeśli wolno papieżowi klaskać, to znaczy, że wolno go też wygwizdać – argumentował!
Syn innego szefa, tym razem nadzorującego „służby” otrzymuje wysoko płatną posadę w Banku Światowym. Ojciec stanowczo oświadcza, że żadnych kroków w tym kierunku nie podejmował. Rzeczniczka rządu mówi do mikrofonów, że dzieci polityków są wykształcone, znają języki i samodzielnie dokonują życiowych wyborów. Owszem, ale czy muszą wybierać posady obciążone konotacjami politycznymi? Jeśli mają takie atuty, to niech szukają roboty na rynku, w prywatnym biznesie. No, tak! Ale kiedyś syn premiera zatrudnił się w firmie prywatnej…
Pani ambasador naszego najważniejszego sojusznika obsztorcowuje listownie szefa polskiego rządu „w temacie” niewłaściwego traktowania właścicieli jednej z największych stacji telewizyjnych w naszym pięknym kraju. Przypadkiem są oni obywatelami owego najważniejszego sojusznika. Cóż, nie ma bogatych doświadczeń w dyplomacji, delikatnie mówiąc. Tylko czemu najważniejszy sojusznik nas takim ambasadorem uszczęśliwił? Czy to jakiś znak?

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Sądy to jeden z najczęściej goszczących w mediach tematów. Wiadomo, spektakl pod tytułem „Reforma sądownictwa” …

Nihil obstat [FELIETON]

Oj, dzieje się, dzieje na tym świecie. Francuzi „palą Paryż”, bo im rząd zapowiada podniesienie …