Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Za nami kulminacyjny moment obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Oczywiście nie oznacza to, że temat jest zamknięty. Przeciwnie, ranga wydarzenia powoduje, że jest aktualny przez cały rok przynajmniej, choć w natłoku informacji bombardujących mózg dzisiejszego człowieka to, co wydarzyło się wczoraj to już prehistoria… Niemniej jednak publicysta ma tę przewagę nad konsumentem informacji, że sam decyduje, co w danym momencie jest najważniejsze. Zatem, korzystając z tego przywileju, pozwolę sobie na parę zdań komentarza do wydarzeń sprzed kilku dni. Skoro we wczorajszym wydaniu głównego serwisu informacyjnego pozwoliła sobie na ten luksus telewizja publiczna, zwana przez ludzi złej woli rządową…
Wrócę więc do wydarzenia budzącego najwięcej emocji, czyli… No właśnie, czego? Marszu Biało – Czerwonego? Marszu Dla Niepodległej? Tradycyjnie, Marszu Niepodległości? A może po prostu tego, co mogliśmy oglądać na ekranach (liczba mnoga zamierzona) telewizorów, czyli dwóch marszów? Przed tygodniem rozważałem możliwe scenariusze i muszę przyznać, że pominąłem ten, który wydawał się najmniej prawdopodobny. Nie przewidziałem, że organizatorzy corocznego marszu zechcą się w jakikolwiek sposób łączyć z władzą. Ale zechcieli i w efekcie widzowie wspomnianego programu informacyjnego mogli usłyszeć, że oglądali radosny marsz dwustu pięćdziesięciu tysięcy ludzi pod biało – czerwonymi sztandarami, zorganizowany przez… Ministerstwo Obrony Narodowej. Z niejakim zdziwieniem zapewne. Nawet mało uważny obserwator zauważył bowiem bez trudu, że te dwieście pięćdziesiąt tysięcy to uczestnicy marszu organizowanego tradycyjnie przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. A ministerstwo obrony zorganizowało naprędce przechadzkę VIP – ów otoczonych kordonem wojska i poprzedzonych kolumną pojazdów opancerzonych! Bez komentarza!
Natomiast warto poświęcić kilka słów temu, co działo się w, mówiąc językiem kolarskim, peletonie czyli owej grupie dwustupięćdziesięciotysięcznej. A tam nic nowego. Jak co roku. „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. „A na drzewach zamiast liści, wisieć będą komuniści”. Czyli impreza retro! Kto z tych młodych ludzi wie co to ten sierp? I to zarówno w znaczeniu dosłownym, jak i przenośnym? I kto konkretnie kryje się pod określeniem „komunista”? Dziś prawdziwych, stuprocentowych komunistów już nie ma… „Czerwonych” zastąpili „różowi” do spółki z „tęczowymi”! Zatem powinno być „socjaliści”. Z dodatkiem: poszukujący „elektoratu zastępczego”, bo „klasa robotnicza” to przeżytek… A gdzie ich szukać? Wszędzie! Starsi czytelnicy pamiętają, że komunizm to gospodarka planowa, centralnie sterowana. Były plany roczne, pięcioletnie… Teraz jest plan… I tu nazwisko szefa rządu. I na tym polega zmiana. Sterowanie państwowe, ale plan prywatny …

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …