Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Najważniejsze wydarzenie tygodnia? Oczywiście tytuł mistrza świata siatkarzy! Tak, to tylko sport. I nawet nie „najważniejsza z nieważnych rzeczy”, czyli piłka nożna. Ale postawię tu przewrotną tezę, że „złoto” siatkarzy to „aż sport”! Uzasadnienie? Proszę bardzo! Entuzjazm w narodzie zapanował ogromny, co zrozumiałe. Ale mniej zrozumiałe jest to, że były to uniesienia, że tak powiem, czyste. Bez „nadbudowy”. Owszem, były akcenty patriotyczne, zawodnicy podkreślali dumę z orła na piersi i tak dalej, ale mamy przecież stulecie odzyskania niepodległości! A tu nic… Żadnych odniesień, które się przecież narzucały. Że wywalczyliśmy to złoto, jak nasi przodkowie sto lat temu… Że obroniliśmy mistrzostwo na wzór pokolenia dwudziestego roku, które też obroniło przed nawałą bolszewicką dopiero co odzyskaną niepodległość… Na tym polega siła sportu. Wielki sukces rodzi wielkie emocje, bez dodatkowych czynników. Tym bardziej kiedy serwowany jest w dawkach iście aptekarskich.
Cóż, w grach zespołowych nasi reprezentanci nie rozpieszczają kibiców. Trzynaście medali mistrzostw świata na sto lat to nie jest imponujący dorobek. A jeśli dodamy, że było dane nam się cieszyć tylko z trzech tytułów mistrzowskich, to zrozumiała staje się bezwarunkowa miłość polskich kibiców do siatkarzy. Bo to oni są autorami tych trzech wyczynów! Tak, w żadnej z pozostałych dyscyplin zespołowych nie udało się polskiej reprezentacji dotrzeć na szczyt! A spróbujmy uruchomić wyobraźnię i pomyślmy co by się działo, gdyby na podobne wyżyny wznieśli się panowie kopacze… Niestety, oni wciąż czekają na swojego Huberta „Kata” Wagnera. To on jako pierwszy wygłosił słynne zdanie, które potem wielu „Kozaków” powtarzało przed wielkimi imprezami. Zagadnięty przed igrzyskami w Montrealu przez dziennikarza „panie trenerze to co, jedziemy po medal” odpalił „nie interesuje mnie medal, interesuje mnie złoto”! I on to złoto zdobył…
Oczywiście sukces ma wielu ojców, zwłaszcza sukces wielokrotnie powtarzany. Te siatkarskie też nie zrodziły się przypadkiem. Od kilku pokoleń pojawia się utalentowana młodzież, która trafia w ręce dobrych fachowców, jest zainteresowanie kibiców i mediów, są pieniądze na mocne kluby, perspektywy kariery za granicą, w silnych zespołach… Jedyna rzecz, która trochę martwi to fakt, że wszystkie cztery finały mistrzostw świata nasza reprezentacja osiągnęła pod wodzą zagranicznych trenerów. Wciąż zatem czekamy na „drugiego Wagnera”. Cóż, nic nowego pod słońcem! Czekaliśmy na „drugą Polskę”, „drugą Japonię”, „drugą Irlandię” …

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Przed obejrzeniem filmu [FELIETON]

Do kin wchodzi film „Kler” W. Smarzowskiego. Jego pokaz na festiwalu w Gdyni wzbudził ogromne …

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Żyjemy w dobie globalizacji i ta globalizacja nie od dziś odciska swoje piętno na tym, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.