Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Żyjemy w dobie globalizacji i ta globalizacja nie od dziś odciska swoje piętno na tym, co się dzieje w naszym pięknym kraju. Na gospodarce, zwyczajach, polityce… Docierają do nas mody i zjawiska nie tylko zza Łaby, ale i zza Atlantyku. Amerykanizacja! Zaczęło się jeszcze za ustroju słusznie minionego, kiedy to otwarto w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej pierwszą restaurację McDonald’sa, Pamiętam ten szok, kiedy pierwszy raz przestąpiłem jej progi. Nie mogłem wyjść z podziwu dla tempa pracy tych młodych ludzi! Dziś jest już normalnie, pozostał tylko szyld i chyba trochę żal… Potem pojawiły się rzeźbione dynie ze świeczką w środku. Halloween! Walentynkowe serduszka to chyba tradycja europejska, o korzeniach chrześcijańskich? To tyle o obyczajach! Mamy szczyt kampanii wyborczej, zatem przejdźmy do polityki. Trzeba wrócić do kampanii prezydenckiej sprzed ośmiu lat. Wówczas to partia rządząca (dziś największe ugrupowanie opozycyjne) zaserwowała nam klasyczny amerykański wynalazek – prawybory… Przy czym amerykański był on tylko z nazwy. Zwycięzca był z góry znany, a chodził tylko o spektakl dla „elektoratu”, by pofatygował się do urn i zechciał głosować na jedynego poważnego kandydata, wyłonionego w poważnym, przeprowadzonym według najlepszych zachodnich wzorców procesie „prawyborczym”. I w sumie udało się… Pięć lat później powtórki nie było, ale jak powiada przysłowie, co się odwlecze, to nie uciecze. Mamy powtórkę, tyle że na niższym szczeblu, w wyborach samorządowych. Idea zeszła pod strzechy… No, ze strzechami może przesadziłem, na razie pod dachy stołecznej metropolii. Pretendenci do fotela prezydenta miasta stołecznego Warszawy zaprezentowali w kampanii wyborczej kandydatów na przyszłych wiceprezydentów! Ten stary amerykański zwyczaj wykorzystała znów główna partia opozycyjna, ale tym razem partia rządząca odpowiedziała tym samym. Mamy zatem starcie dwuosobowych teamów. Gdyby jeszcze pierwszą turę zaplanowano na pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada (tak stanowi konstytucja Stanów Zjednoczonych), to mielibyśmy nad Wisłą drugą Amerykę. Niestety, Państwowa Komisja Wyborcza nie stanęła na wysokości zadania… Ale nic straconego, kiedy ten zwyczaj się utrwali, a może nawet rozszerzy i każdy kandydat na wójta będzie w kampanii wyborczej wspierał się przyszłym wicewójtem, na pewno i z terminem damy radę…
Na koniec mniej smakowity dodatek do tej beczki miodu. Szanowny Czytelniku, to nie Ameryka! To zwykłe transakcje handlowe: stanowisko wiceprezydenta za poparcie naszego kandydata na prezydenta…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Dobro dzieci jest najważniejsze [FELIETON]

Film braci Sekielskich już został okrzyknięty arcydziełem i naszym kandydatem do Oscara i każdy, kto …