Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Habemus… Chciałem powiedzieć: mamy RODO! Unia po raz kolejny uszczęśliwiła narody zamieszkałe między Atlantykiem a Bugiem regulacjami prawnymi, które w istotny sposób przyczynią się do dalszego wzrostu… No dobra, wystarczy! Nie mam najmniejszych szans, by choć trochę zbliżyć się do osiągnięć lingwistycznych unijnych legislatorów. I nie mam, jak przystało na felietonistę lokalnego tygodnika wydawanego w niewielkim mieście gdzieś na rubieżach unijnej wspólnoty, takich ambicji. Toteż skupię się na zilustrowaniu z życia wziętym przykładem tezy, że życie jest na tyle bogate, iż nie sposób uregulować przepisami wszystkich jego aspektów. Próżny trud, Państwo Biurokraci! A przykład dotyczy zastosowania nowych przepisów w sytuacji naprawdę zaskakującej.
Otóż w naszym pięknym mieście trwa ostatnio Festiwal Robót Drogowych (wybory – powiedziałby złośliwiec!). I jak to w tych okolicznościach, w różnych częściach miasta, codziennie przez wiele godzin przebywają kilkudziesięcioosobowe nieraz ekipy budowlańców. Tak było w omawianym przypadku. Robota w środku osiedla, „w ulicy”, panowie pracują osiem godzin na świeżym powietrzu, warunki atmosferyczne różne… A organizm ma swoje prawa. Od czasu do czasu musi „na stronę”. Rzecz w tym, że „strony” nie ma! Szefostwo nie „zabezpieczyło”. Cóż, trzeba sobie radzić! Dookoła domy jednorodzinne, nigdzie knajpy, dworca… Pozostaje załatwienie sprawy pod płotem, a jak „grubsza” to w krzewach sadzonych przez właścicieli wzdłuż ogrodzenia. Nie wszyscy uznają taką sytuację za dopust boży i interweniują u inwestora, czyli w spółce miejskiej realizującej roboty sugerując, że może by tak jakiś Toi Toi chociaż… Bezskutecznie, pada tylko zapewnienie, że po zakończeniu inwestycji teren zostanie uporządkowany!
No, dobrze… Ale gdzie tu RODO? Przepraszam, Szanowny Czytelniku! Już przechodzę do rzeczy! Nie tylko w najwyższych gremiach rzeczonej spółki próbowali mieszkańcy „zagrożonych” posesji szukać ratunku. Zdarzenie, o którym za chwilę opowiem miało miejsce na placu budowy, podczas próby uzyskania pomocy „na miejscu” w rozwiązaniu niewątpliwego konfliktu interesów. Otóż na prośbę o podanie nazwiska brygadzisty nadzorującego prace padła stanowcza odpowiedź jednego z robotników: nie udzielamy takich informacji, obowiązuje nas RODO! Proszę sobie wyobrazić zdziwienie osoby zadającej tak „nieprzemyślane” pytanie tym, jak głęboko sięgają wytwory „europejskich” legislatorów! A przed wojną nasz rodak wymyślił „sławojki” …

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

I mamy wysyp afer. Afera sejmikowa, afera KNF – u, a przy okazji afera „prorodzinna”, …

Sezon na afery [FELIETON]

Rozpoczął się sezon na afery, a właściwie na ujawnianie afer starannie wyreżyserowanych wcześniej. Cwaniacy…, pardon, …