Najnowsze informacje

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Nie mogę pisać o czymś innym, kiedy na „warsztat” wciska się medialny temat dnia, czyli nakaz prezesa partii rządzącej, by obdarowani członkowie byłego rządu oddali swoje premie na cel charytatywny i zapowiedź obniżki wynagrodzeń dla parlamentarzystów i samorządowców. Vox populi, vox Dei, jak brzmiało uzasadnienie! Co do pierwszego zgoda, ale Pana Boga bym do bieżącej taktyki partyjnej nie mieszał… No dobrze, spójrzmy chłodnym okiem na odwieczny problem wynagradzania osób pełniących funkcje publiczne. Zdania „w tym temacie” są podzielone. I to podzielone na drobno! Od demagogicznych porównań do najniższych uposażeń (jeśli kasjerka w supermarkecie pracuje za grosze, to dlaczego Pan Poseł ma zarabiać krocie?) po technokratyczne stwierdzenie, że jeśli chcemy, by rządzili nami fachowcy z najwyższej półki, to trzeba im odpowiednio płacić (nie każdy taki fachowiec gotów jest zamienić świetnie wynagradzane stanowisko, dajmy na to, prezesa banku na posadę szefa rządu za marne paręnaście tysięcy).
Cóż, jakoś ten dylemat trzeba by w końcu rozwiązać. Sposobów zapewne jest wiele, ale jako fanatyczny zwolennik wolnego rynku pozwolę sobie taką właśnie możliwość dać Szanownym Czytelnikom pod rozwagę. Niech o stawkach dla rządzących rozstrzygnie rynek. W tym celu trzeba dołączyć zapis do ordynacji wyborczej wprowadzający dla każdego kandydata do parlamentu czy wybieralnych organów samorządowych obowiązek złożenia deklaracji, za jakie wynagrodzenie gotów jest pełnić funkcję posła, senatora czy radnego. I takie właśnie po ewentualnym wyborze powinien otrzymywać! Czysty układ między pracownikiem i pracodawcą, czyli „elektoratem”! Jeśli zaś chodzi o stanowiska wykonawcze nie pochodzące z wyboru w rządzie oraz samorządach (te najważniejsze oczywiście), to odpowiednie kwoty powinny deklarować poszczególne komitety wyborcze. Po wyborach obowiązują oczywiście stawki proponowane przez komitet, który wygra wybory i będzie te stanowiska obsadzał. W przypadku rządów koalicyjnych stawka byłaby średnią ważoną, w której udział propozycji poszczególnych komitetów byłby proporcjonalny do liczby wprowadzonych do odpowiednich organów posłów czy radnych.
A co jeśli nie znajdą się ludzie o odpowiednich kompetencjach gotowi pracować za takie stawki? Cóż, widzę dwa wyjścia. Albo zwycięska partia czy koalicja dołoży ze swojej subwencji różnicę, albo trzeba będzie wymagania co do tych kompetencji odpowiednio ograniczyć. Co może się odbić czkawką w następnych wyborach…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

„Skończyły się żarty, zaczęły się schody” – miał powiedzieć pułkownik Bolesław Wieniawa – Długoszowski, adiutant …

Miękki totalitaryzm [FELIETON]

Dwa lata temu obchodziliśmy jubileusz 1050-lecia chrztu Polski, który jednoznacznie kojarzymy z początkami naszej państwowości, …