Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Felieton to forma lekka, ale tym razem lekko nie będzie! Wraca temat, który niczym koniunktura w gospodarce zachowuje się cyklicznie. Poprawki do ustawy o przerywaniu ciąży ze względów medycznych. Emocje rosną i opadają… Teraz akurat jesteśmy na fali wznoszącej. To nie jest dobry moment do zabierania głosu. Toteż będę ostrożny i poruszę jeden aspekt problemu. To znaczy ciężkiego uszkodzenia płodu, które nie daje szans na przeżycie, albo na życie bez stałej opieki. Czyli skazuje matkę, bo regułą jest niedostrzeganie w tej sytuacji drugiej strony czyli ojca, na życie pełne wyrzeczeń, czy mówiąc wprost – cierpień. Poprawka miałaby umożliwić rozwiązanie problemu poprzez przerwanie takiej ciąży. Wydaje mi się, że to krok w kierunku niebezpiecznym. Toteż zabieram głos. Kierując się również własnym interesem. Płodem wprawdzie już nie będę, ale zniedołężniałym staruszkiem… Kto wie? Co ma przysłowiowy piernik do wiatraka? Ano, ma! Jak uczy historia, często niewinne początki prowadziły do katastrofalnych skutków. Narażę się w tym miejscu na gromy, ale może warto użyć drastycznych przykładów, by zatrzymać w porę lawinę. Zatem na początek pewien pan ujął swoje przemyślenia o urządzeniu lepszego świata w formę książki… Drugi możliwy zarzut to łatwość wypowiadania sądów w sytuacji, która nas bezpośredni nie dotyczy. Odpowiem pytaniem. Skąd wiecie, Szanowni Krytycy (i Krytyczki), że nie dotyczy?
Zatem od początku. Urodzenie dziecka z ciężką nieodwracalną chorobą to dramat. Dla matki, ale nie tylko przecież! To niepodważalne. Ale niepodważalnym jest też fakt, że ciężkie i nieodwracalne (przy dzisiejszym stanie medycyny) choroby dotykają ludzi w różnym wieku. Zdrowe dziecko może ulec wypadkowi i stać się „rośliną”. To nie jest dramat? A mąż albo żona? Są doskonale odporni na kaprysy losu? A ojciec czy matka na starość? Co w tych przypadkach? Czy opiekunowie tych ludzi nie zasługują na współczucie równe co najmniej temu, jakim darzymy matkę „płodu”? A od współczucia tylko krok do pytania, czy i w tym przypadku nie można jakoś problemu rozwiązać? I nie jest to tylko abstrakcja. Są kraje, w których takie pytanie postawiono. Przynajmniej w stosunku do ostatniej z wymienionych powyżej grup. I udzielono odpowiedzi! Na jakiej podstawie możemy zatem twierdzić, że „grupa docelowa” nie ulegnie dalszemu rozszerzeniu? I że na ciężko i nieodwracalnie chorych się skończy? I nie mówię tu o działaniach zwyrodnialców w rodzaju tych, którzy wymyślili i wprowadzili w czyn „ostateczne rozwiązanie”! Nie, chodzi o myślenie w duchu humanitaryzmu (zastanawiam się tu nad użyciem cudzysłowu). Według Platona Demiurg stworzył świat dobrym, a od tego czasu następuje nieustanne jego psucie… Pomyśl o tym, Szanowny Czytelniku przy świątecznym stole!

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …