Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Od pewnego czasu życie polityczne w kraju kręci się wokół nowelizacji pewnej ustawy, niczym Ziemia wokół Słońca po przewrocie kopernikańskim. Pewnie wypadałoby coś na ten temat napisać, ale jakoś nie mam pomysłu. Mam bowiem wrażenie, że wszystkie możliwe zdania, jakie da się utworzyć przy pomocy słów „obozy”, „polskie”, „nazistowskie” i jeszcze paru innych, zostały już przez kogoś wypowiedziane albo napisane. Toteż rezygnuję z udziału w tym chórze. Żeby jednak tak całkiem nie oderwać się od tego, czym żyją krajowe media, temat na razie trochę uśpiony, ale niewątpliwie wkrótce znów aktualny. Mam na myśli „repolonizację”, czy jak kto woli „dekoncentrację” mediów. Jak Szanowni Czytelnicy dobrze wiedzą, jestem liberałem konserwatywnym. Zatem wszelkie pomysły, by coś „uporządkować” traktuję co najmniej z dystansem. Uprzedzam w tym momencie argumenty, że w innych krajach „rynek medialny” (cudzysłów zamierzony) jest chroniony, a tylko u nas może na nim hulać bez przeszkód kapitał obcy, i tak dalej, i tym podobnie…
Jednak i jako obywatel i jako piszący dla Szanownego Czytelnika te słowa wolałbym, aby o tym kto może, a kto nie powinien przemawiać do polskiego odbiorcy decydował układ między tymże odbiorcą, twórcą przekazu medialnego i właścicielem środków tego przekazu. Jeśli zaś chodzi o władze, to dopuszczałbym, oczywiście w uzasadnionych przypadkach, wyłącznie ingerencję wymiaru sprawiedliwości. Argumenty o zagrożeniu polegającym na tym, że media pozostające w obcych rękach będą urabiać krajowego odbiorcę zgodnie z interesami kraju, z którego pochodzą ich właściciele to dla liberała zbytek opiekuńczości. Ludzie „swój rozum” mają. Jedni bardziej, inni mniej sprawny, ale założenie, że największymi „mózgowcami” w kraju są politycy wydaje się cokolwiek naciągane…
I jeszcze słów klika na temat mediów elektronicznych. Jeżeli jest tak, że „eter” ma ograniczoną pojemność i trzeba go wydzielać, to w doktrynie liberalnej jest tylko jedna metoda. Sprzedaż z licytacji! Sprzedaż, a nie koncesja na czas określony. Tylko właściciel może w sposób swobodny dysponować posiadanym dobrem. Może go używać według własnego uznania, albo sprzedać. Tylko wtedy możemy mówić o niezależności przekazu. „Właściciel” koncesji, która co jakiś czas jest odnawiana (albo nie) musi brać pod uwagę fakt, że ktoś o tym odnowieniu będzie decydował. A ponieważ w medialny biznes trzeba zainwestować poważne pieniądze, to musiałby być niezłomnym ponad ludzkie możliwości, by nie brać tej zależności pod uwagę…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Przysłowie powiada, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Władze naszego pięknego miasta powzięły swego czasu …

Papież w Irlandii [FELIETON]

Nie sposób nie zauważyć pielgrzymki papieża Franciszka do Irlandii. Z kilku powodów. Po pierwsze Polska …