Najnowsze informacje

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Rozpoczynają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Dla każdego kibica to czas wyjątkowy. A dla polskiego tak naprawdę emocje zaczęły się dopiero w dwudziestym pierwszym wieku. Przedtem było pasmo nieustających rozczarowań. Z trzema przerywnikami. Ja przeżyłem jeden, ten najbardziej spektakularny. Triumf Wojciecha Fortuny w Sapporo. Historyczny podwójnie. Pierwsze złoto w dyscyplinach zimowych i setny medal polskich olimpijczyków. Wymarzony scenariusz! Było co wspominać przez następne trzydzieści lat. Bo tyle czasu czekaliśmy na kolejny „zimowy” medal olimpijski. Zdobył go oczywiście Adam Małysz. I jak do tej pory nie było już zimowych igrzysk bez medali. W liczbie mnogiej…
Jak będzie teraz? Jak zawsze podkreślam, swoje talenty do przewidywania przyszłości oceniam bardzo nisko. Niemniej jednak chyba żaden kibic w Polsce nie wyobraża sobie, byśmy z Korei wrócili bez medalu. Co więcej, bylibyśmy wielce rozczarowani, gdyby nie było ich więcej niż jeden. Są racjonalne przesłanki takiego myślenia. Ale… Właściwie wszystkie nadzieje wiążą się z jedną konkurencją. Mocno loteryjną. Każdy medal wywalczony poza skocznią będzie dużą, przyjemną niespodzianką. Przed czterema laty można było w ciemno obstawiać medal Justyny Kowalczyk, a Kamil Stoch był w ścisłym gronie kandydatów do podium. Ale kto przewidywał takie żniwo, jakie zebrały nasze Orły?
Kiedyś, w starożytnej Grecji, Igrzyska były wydarzeniem, które zawieszało wszelkie konflikty. Kiedyś… Cztery lata temu olimpiadzie towarzyszyły odgłosy wystrzałów całkiem blisko olimpijskich aren. Nikomu nie przyszło do głowy przerwanie na ten czas wojny w Donbasie. A jednak duch igrzysk całkiem nie umarł! Na defiladzie otwierającej obecną edycję pod jedną flagą pomaszerują połączone reprezentacje obu Korei. Na co dzień śmiertelnych wrogów, oddzielonych „żelazną kurtyną”. Potrafili na te dwa tygodnie zapomnieć o podziale. I przypomnieć sobie, że są Koreańczykami. Chyba ludzkość jeszcze do końca nie zdziczała…
Nasuwa się nieuchronnie pytanie, czy nas stać na taki gest? W tym roku mija sto lat od odzyskania niepodległości. Następna równie okrągła rocznica (jedynka z zerami) będzie za lat dziewięćset. Czy stać nas na to, by na ten jeden dzień, jedenasty listopada dwa tysiące osiemnaście, wymazać z pamięci wszystko, co ktoś robił w przeszłości, robi dziś i będzie robił jutro i pójść pod wspólną flagą w jednym rocznicowym pochodzie?

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

„Będziesz siedział” – takie okrzyki towarzyszyły Kornelowi Morawieckiemu w drodze do Sejmu. Nic nowego pod …

Klęska, czyli sukces! [FELIETON]

Logika jest jedną z największych zdobyczy intelektualnych ludzkości. Za jej pioniera w Europie uchodzi niestrudzony …