Widziane ze skarpy

Początek roku skłania do refleksji o przyszłości… A przyszłość jawi się jako mocno niepewna! Dokąd zmierza ten świat? I czy w ogóle ma jakiś cel? Byli w przeszłości filozofowie, którzy głosili iż istnieje pewna „logika dziejów”. Dziś taki punkt widzenia nie cieszy się wśród „ludzi rozumnych” wielkim uznaniem. Ostatnim, który wpisał się w tę tradycję był bodaj Francis Fukuyama ze swoim „końcem historii”. Ale historia dość szybko dała do zrozumienia, że „pogłoski o jej śmierci były mocno przesadzone”. Jeśli zatem biegiem dziejów nie rządzą żadne prawa, to przepowiadanie przyszłości staje się zajęciem dla „fachowców” w rodzaju wróża Macieja, a poważnego człowieka może jedynie narazić na ośmieszenie. Niemniej jednak, jak uczy przypadek wspomnianego celebryty, może być po prostu źródłem dochodu. Naiwnych nie sieją… Pójdźmy zatem tym tropem, choć honorarium za felieton ma się nijak do przychodów z nawet średniej klasy specjalisty od wróżenia…

Świat robi się coraz bardziej niebezpieczny i przewidywanie poważnej zawieruchy nie wydaje się proroctwem nadmiernie ryzykownym! Trudniej znaleźć odpowiedź na pytanie, jak taki globalny konflikt miałby wyglądać? Można bez ryzyka stwierdzić, że gdyby doszło do eskalacji „na maksa” i gdyby odpalono wszystkie posiadane arsenały, to wizja Fukuyamy sprawdziłaby się w stu procentach. Mielibyśmy nie tylko koniec historii, ale jak powiedział klasyk, po takim eksperymencie „nie byłoby niczego”! Oczywiście to wizja skrajna, ale jak głosi jedno z praw Parkinsona, jeśli coś może pójść źle, to pójdzie…

Chyba, że… Jedną nadzieją jest postęp technologii, ze szczególnym uwzględnieniem informatyki. Wyrosło pokolenie, które tak naprawdę żyje w rzeczywistości wirtualnej. Dla nich wojna to „strzelanka” na ekranie komputera. Nie da się zatem wykluczyć, że w „realu” obecne metody prowadzenia działań wojennych ich na tyle nie zadowolą, że zechcą dokonać rewolucji! Prawdziwymi żołnierzami nie da się sterować za pomocą myszki czy innego „gejmpada”. Może więc w nieodległej przyszłości wojny będą prowadzić roboty, sterowane zdalnie przez „żołnierzy” siedzących przy komputerach? W końcu człowiek dorosły musi mieć jakiś kontakt ze światem realnym… Gdyby tak się stało, być może skończyłaby się gehenna cywilów, którzy we współczesnych konfliktach zbrojnych płacą najwyższe koszty! No, chyba, że dojdzie do powstania „maszyn” samouczących się, o czym coraz częściej się mówi, które uniezależnią się od człowieka i zechcą go wyeliminować z tej gry…
Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …