Wesołego Alleluja! [FELIETON]

Strajk w oświacie to niewątpliwie najbardziej gorący temat tygodnia. Wystarczająco, by nie dokładać paliwa do tego pieca. Powstrzymam się zatem z komentarzem. Napiszę, jak emocje opadną nieco. Może…
A dziś felieton świąteczny. Niestety, najczęściej cykl wydawniczy powodował, że kiedy przypominałem sobie o jakimś święcie, na tekst okolicznościowy było za późno. I to zarówno w przypadku świąt kościelnych, jak i państwowych. Chociaż… Wydaje się, że taki podział jest coraz słabiej uzasadniony. Rośnie bowiem dość szybko populacja ludzi, dla których takie rozróżnienie właściwie nie istnieje. To znaczy tych, dla których Wielkanoc, Boże Narodzenie, 3 Maja czy 11 Listopada to po prostu dzień wolny od pracy, najczęściej, o ile tak się kalendarz ułoży, powiązany z długim weekendem. Owszem, znakomita większość pójdzie w sobotę do kościoła z koszyczkiem, podzieli się w wigilię opłatkiem, ale te rytuały mieszczą się dla nich w kategorii „nowa świecka tradycja”. Przyzwyczajenie. Dziadkowie chodzili, rodzice chodzili, sąsiedzi chodzą… Raz w roku można się przełamać i próg kościoła przekroczyć.
No, chyba że trafi się jakiś ślub, chrzest, albo pogrzeb… I oczywiście komunia dziecka, bo jednak na razie mniejszość, która ten moment w życiu swoich pociech ignoruje jest marginalna. Prędzej już bierzmowanie… Ale tu, jak powiedział adiutant Marszałka, kończą się żarty i zaczynają się schody! O ile z koszyczkiem można przyjść anonimowo, to w pozostałych przypadkach wyżej wymienionych „świadczeniodawca”, czyli w języku „ciemnogrodu” ksiądz proboszcz, stawia jakieś dziwne wymagania. Naruszając RODO wypytuje o rozmaite szczegóły z życia prywatnego „petentów”. Czy są ochrzczeni? Czy „zaliczyli” pierwszą komunię? A bierzmowanie? Na religię w szkole chodzili? A czy przypadkiem nie rozwiedzeni? Nie żyją w „wolnym związku”, czyli jak się w „wiekach ciemnych” mówiło, na kocią łapę? Księdza po kolędzie przyjmują? A jeszcze uwaga kompletnie nie na miejscu, że raczej nie widuje ich w kościele w niedziele i święta. Nie na miejscu, bo kto to widział, żeby jakiś klecha organizował ludziom czas wolny!
No, tak! Można w tym miejscu powiedzieć, że jak się siedzi okrakiem na barykadzie, to komfort jest mocno ograniczony. I w konsekwencji udzielić rady, że najlepiej się zdecydować. Ale prawdę mówiąc nie wiem, czy na pewno najlepiej. Bo dopóki człowiek nie przekroczył Rubikonu, nie wykonał tego ostatniego kroku, zawsze jest możliwość, że z tej barykady zejdzie. Oczywiście jako konserwatywny liberał życzyłbym mu, by było to zejście na stronę tradycji przodków.
A wszystkim bez wyjątku Szanownym Czytelnikom życzę zdrowych, pogodnych Świąt!

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Spokojnych snów!

„Polska i Stany Zjednoczone potwierdzają swoje zobowiązania wobec Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), w tym zobowiązania …