Warto żyć w Polsce? [FELIETON]

Pytanie „dlaczego warto żyć w Polsce?” skierowane z okazji obchodów 100-lecia niepodległości do Zofii Romaszewskiej, działaczki opozycyjnej, wdowy po Zbigniewie Romaszewskim, wydaje się pytaniem ważnym i postawionym w samą porę. Wymijająca odpowiedź, że to niby „trudne pytanie”, wydaje się nieco dziwna, bo przecież pytanie zostało skierowane nie do Eskimosa, tylko do Polaka mieszkającego w Polsce, zatem odpowiedź nie powinna budzić wątpliwości, powinna być raczej czymś oczywistym. Ale kogo zadowoli dziś łatwa i oczywista odpowiedź w rodzaju: warto żyć w Polsce, bo jest niepodległym państwem, jest ojczyzną, miejscem urodzenia, miejscem ukochanym, naszym domem, ziemią ojców, o którą trzeba dbać, którą trzeba zmieniać, rozwijać, naprawiać, kochać. Mamy świadomość, że wszystkie te odpowiedzi brzmią banalnie, pompatycznie, cokolwiek staroświecko, bo tak wielu młodych i praktycznych Polaków wciąż opuszcza kraj, ucieka tam, gdzie jest lepiej, to znaczy gdzie godniej płacą za pracę, a po drugie, tam, gdzie można żyć, oddychać, gdzie po prostu jest normalnie, gdzie można się cieszyć życiem.
Bo tu nawet mimo uroczystych i podniosłych chwil ludzie wciąż „plwają na siebie i żrą jedni drugich”. Jedni zasłużeni nazywają innych zasłużonych „miernotami”, inni występujący w roli gości obrzucają gospodarzy inwektywami w rodzaju „bolszewicy” i zapowiadają likwidację „bolszewików”, za co spotyka ich miejsce w „piątym” rzędzie i brak oficjalnego powitania. Czy można żyć w takim kraju? I jeszcze w takim, gdzie każdy myśli tylko o tym, jak oskubać drugiego, jak oszukać na podatkach, w kraju, gdzie można się modlić i nienawidzić jednocześnie, gdzie nie można ufać mechanikowi, że nie podmieni czegoś w naprawianym samochodzie, a sprzedawcy, że nie podkręci licznika, żeby pojazd wyglądał na młodszy i nie ukryje jakichś wad, które wyjdą na jaw, gdy staniemy się nabywcami pojazdu. Gdzie trzeba tworzyć „płacowe listy hańby”, jak ta, która pojawiła się przed świętem niepodległości, z długim zestawem zawodów, w których za pracę płaci się jak psom, a nie ludziom. Gdzie wciąż konkurują ze sobą dwie koncepcje Polski, a ich wyznawcy nie słuchają siebie nawzajem, tylko siłą chcą narzucić drugiej stronie swój projekt. Postępowi gardzą uwstecznionym motłochem, a motłoch przy nadarzającej się okazji mści się na postępowcach. Dialog nie jest możliwy, a nauka płynąca z ambony trafia w próżnię.
Dlatego wielu, bardzo wielu Polaków, bez większych sentymentów ucieka z kraju tam, gdzie można oddychać, gdzie ludzie są dla siebie życzliwi, a za pracę płaci się godnie, gdzie nie trzeba na co dzień oglądać z jednej strony „watahy przeznaczonej na dorznięcie”, a z drugiej „zdradzieckich mord”, godnych pogardy, gdzie naród nie dzieli się na sekty – „smoleńską” i „antysmoleńską” – tylko, jeśli jest taka potrzeba, konsekwentnie dąży do poznania prawdy i wyjaśnienia katastrof i wypadków, gdzie obywatelskiego zgromadzenia nie zabezpiecza się tankami pod pozorem dbałości o bezpieczeństwo. Takich i wiele innych spostrzeżeń nasuwa się na myśl, kiedy pojawia się to trudne pytanie. A zresztą, co tu ukrywać, minęło święto, więc nie ma co dyskusji zaczynać od pytania „dlaczego warto żyć w Polsce?”, tylko trzeba zacząć realnie: „czy warto?” albo „co zrobić, żeby było warto?”

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Początek roku skłania do rozważań na temat przyszłości. Przed tygodniem uległem tej modzie. Nie była …

Z pomocą Maryi i Jezusa [FELIETON]

Tuż przed Wigilią Ogólnopolski Strajk Kobiet zorganizował akcję pod nazwą „#OskarżamyPedofilów #WierzymyOfiarom”. Akcję w przekazie …