W nastroju radości i optymizmu [FELIETON]

Zakończył się synod biskupów poświęcony młodzieży. Postanowień końcowych jeszcze nie znamy, ale z korespondencji prasowych z Watykanu wiemy, że wśród uczestników obrad synodalnych panowała „atmosfera nader światowa, nastrój radosny i optymistyczny”. Trudno pojąć, z czego tak mogli cieszyć się duchowi przywódcy Kościoła w czasach, kiedy na naszych oczach kona cywilizacja przez ten Kościół zbudowana, a ludzi, w tym szczególnie młodych, z Kościoła na masową skalę wymiatają zarówno odstręczające skandale pedofilskie i homoseksualne z udziałem duchownych, jak i przeróżne wabiki współczesności, które obiecują młodym dużo atrakcyjniejszą strawę niż ta, jaką może zaoferować Kościół. Chyba właśnie świadomość konieczności konkurowania ze światem o młodych sprawiła, że i biskupi zgromadzeni na synodzie starali się za wszelką cenę pokazać nowe oblicze „organizacji” – miłe, otwarte i przyjazne. Stąd, jak donoszą korespondenci, dużo dyskutowano „o różnorodności, otwartości na innych, o kwestii uczenia się Kościoła od kobiet, także od młodych, o marszu przeciwko nienawiści wobec imigrantów, o LGBT, o ludziach różnych orientacji seksualnych – taka tutaj panuje tematyka”.
Przysłuchując się doniesieniom z Watykanu, można odnieść wrażenie, że biskupi usiłują za wszelką cenę dogodzić młodym i przedstawić im Kościół w taki sposób, w jaki jest w stanie pojąć go świadomość współczesnego człowieka, czyli jako jeszcze jedną organizację pozarządową, która wzorując się, oczywiście, na osobie Jezusa, ale nie Zbawiciela czy Odkupiciela, ale swoistego wolontariusza, „humanitarysty”, „bojownika sprawiedliwości”, „rzecznika ubogich”, będzie realizowała misję podobną do misji innych tego rodzaju organizacji z udziałem rzesz wolontariuszy – i „tak jak Jezus zejdzie do ludzi, będzie ich karmić i leczyć”. Biskupi robią wszystko, żeby młodym nie mącić w głowach jakąś nauką o bóstwie Jezusa, o zbawieniu, życiu wiecznym, czy o grzechu, który stanowi barierę do zbawienia i stawia przed człowiekiem wymóg nawrócenia, czyli zerwania z grzechem, a nie utwierdzania się w przekonaniu, że jest on innym wariantem dobra, inną jego orientacją, domagającą się tolerancji i akceptacji.
Na jednej z konferencji prasowych zapytano hierarchów, czy w roboczych grupach synodalnych dyskutuje się o tradycyjnym nauczaniu moralnym Kościoła, czy w ogóle poświęca się uwagę temu problemowi, zapanowało wówczas kłopotliwe milczenie, które przerwał impulsywny w zachowaniu kardynał Tagle z Filipin przyznając, że w jego grupie „coś na ten temat było”. Z doniesień prasowych wiemy, że grupa pod kierunkiem honduraskiego kardynała Maradiagi miała zgłosić postulat zaaprobowania przez Kościół tzw. surogacji oraz adopcji dzieci przez związki jednopłciowe, właśnie dlatego, że robią to już inne organizacje pozarządowe i wyprzedzają Kościół w humanitarnym traktowaniu osób dotkniętych problemem homoseksualizmu. Pełne konsternacji milczenie wśród biskupów zapadło po pytaniu dziennikarza o fakt, że na Zachodzie otwarcie przyjmuje się do seminariów osoby jawnie deklarujące takie skłonności. Na szczęście takich kłopotliwych i trudnych spraw nie podnoszono zbyt wiele, dzięki czemu synod zachował światowy format, nastrój radości i optymizmu, a my pozostajemy z tymi samymi wątpliwościami, jakie do ojców synodalnych skierowali młodzi Australijczycy: „jak mamy wierzyć, skoro Kościół nie nauczył nas wierzyć?”.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Akcja Niekatolicka [FELIETON]

Po filmie „Kler” na ekrany naszych komputerów weszła „mapa kościelnej pedofilii w Polsce”, opracowana przez …

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Za nami seria debat przedwyborczych z udziałem kandydatów do fotela prezydenta miasta. Śledzę je niejako …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.