Sezon na afery [FELIETON]

Rozpoczął się sezon na afery, a właściwie na ujawnianie afer starannie wyreżyserowanych wcześniej. Cwaniacy…, pardon, eksperci wiedzą, kiedy to zrobić. Nic dziwnego, jesteśmy po jednych wyborach, szykujemy się do następnych, tych ważniejszych. Gdyby naród miał właściwie ustawione busole moralne, gardziłby aferzystami i skazywał ich na polityczną banicję raz na zawsze. Tymczasem, można odnieść wrażenie, naród śpi, jego duchowi przywódcy śpią. Tak więc, być może ktoś zbije kapitał polityczny na najnowszej ujawnionej aferze, czyli aferze „KNF-u”. Co prawda afer było już tyle, że na rodakach nie robią szczególnego wrażenia. Młodzież, łakomy kąsek aspirantów do urzędów obieralnych w drodze głosowania, polityką w ogóle nie zaprząta sobie głowy, dorośli na tyle uodpornili się na skandale aferalne, że trudno oczekiwać, aby jakoś szczególnie przejęli się opowiastką o tym, że przyszedł biznesman do urzędnika, a ten podsunął mu kartkę z napisem „1%”, której na razie nikt nie widział, żądając haraczu w wysokości 40 milionów złotych, może nie nadzwyczajnie dużo, jak na polskie możliwości, ale wystarczająco, aby jego i jego formację polityczną uśmiercić cywilnie i skazać na polityczny niebyt.
Czy tak się stanie? Wątpliwe, władza, która kontroluje sądy i prokuraturę, a także wiodące media, pozbawiona skutecznej presji ze strony pogrążonego w moralnym letargu społeczeństwa w łatwy sposób wywinie się sprawiedliwości. Poza tym sprawa ma drugie dno. Pokrzywdzony w całej aferze także nie gra fair, co wyczuwa się na odległość, stąd i ostrożność w ocenie całego zajścia. Może tu nie chodzić wcale o zwykłą aferę korupcyjną, ale o jakąś większą, starannie zaplanowaną grę polityczną. Całą aferę „KNF-u” wskrzeszono z niebytu nagle, po kilku miesiącach od jej zaistnienia. Zwraca uwagę i mocno niepokoi właśnie owa odległość między zajściem a ujawnieniem afery. Jakoś naszemu pokrzywdzonemu nie śpieszyło się z objawieniem swojego pokrzywdzenia. Przypomina to zachowanie tych wszystkich molestowanych, którzy po dziesiątkach lat nagle przypominają sobie traumatyczne fakty z przeszłości, aby je teraz skutecznie spożytkować.
Także przeszłość biznesmana i jego zakulisowe związki ze służbami zmuszają do zachowania ostrożności przy ostatecznej ocenie zajścia. Być może mamy tu do czynienia zarówno ze zwyczajną propozycją korupcyjną ze strony urzędnika lub grupy urzędników, jak i z jakąś cyniczną grą mającą na celu zdyskredytowanie obecnego układu rządzącego przez finansowych i nie tylko finansowych mocodawców opozycji. W tej aferze na swój sposób skompromitowali się wszyscy. Przedstawiciel „dobrej zmiany” nie okazał się na tyle „dobry, prawy i sprawiedliwy”, by przeciwstawić się pokusie łamania prawa dla korzyści własnej, pokrzywdzony w aferze nie był na tyle pokrzywdzonym, by być zdeterminowanym do szybkiego ujawnienia nagannego postępowania urzędnika. Być może wyjdą na jaw jeszcze jakieś inne okoliczności tej sprawy, które wywrócą na nice wszelkie dotychczasowe spekulacje, niemniej intencje obu stron wydają się w równym stopniu podejrzane, by w łatwy sposób poczuć się do bólu dotkniętym zaistniałym obrotem rzeczy. Ot, jeszcze jedna, zwykła, nieszczególnie ciekawa, a może tylko zręcznie wyreżyserowana afera w rozpoczętym sezonie wyborczym.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Sądy to jeden z najczęściej goszczących w mediach tematów. Wiadomo, spektakl pod tytułem „Reforma sądownictwa” …

Nihil obstat [FELIETON]

Oj, dzieje się, dzieje na tym świecie. Francuzi „palą Paryż”, bo im rząd zapowiada podniesienie …