Przed obejrzeniem filmu [FELIETON]

Do kin wchodzi film „Kler” W. Smarzowskiego. Jego pokaz na festiwalu w Gdyni wzbudził ogromne emocje, przez Internet oraz inne media przetoczyła się na jego temat gorąca dyskusja, podgrzewana ujawnianymi co rusz skandalami pedofilskimi z udziałem duchownych, na czele z tym z ostatnich dni o księdzu z Poznania, który kilkanaście lat temu miał uprowadzić, więzić i gwałcić 13-letnią dziewczynkę. Tych doniesień jest ostatnio tak dużo, że, przy prawie całkowitym milczeniu o problemie w innych grupach zawodowych, można odnieść wrażenie, że wiąże się on wyłącznie ze środowiskiem duchownych Kościoła Katolickiego, że sam Kościół nie jest niczym innym tylko gangiem kierowanym przez hierarchię przypominającą strukturę mafijną. Tak wiele osób sądzi, choć, jak wiemy o tym dobrze, tak nie jest. Obok księży gorszycieli są w Kościele księża, którzy swoją misję wykonują z oddaniem i moralną nieskazitelnością.
Przy okazji pojawienia się filmu na ekranach i gorącej dyskusji na jego temat namnożyło się domorosłych eklezjologów, którzy wylewają kubły pomyj na duchownych, którzy lepiej od teologów, kardynałów i pewnie od samego Pana Boga wiedzą, czym jest Kościół i jak trzeba go naprawić, a najlepiej zlikwidować, choć niektórzy nigdy w swoim życiu nie przekroczyli nawet progu kościoła, a sami nie są wzorem cnót. Rzucanie kamieniami w Kościół i duchownych stało się w tej chwili bardzo modne, choć skala uogólnień, jakich dokonuje się przy okazji prezentacji problemu pedofilii przybiera postać wysoce manipulatorską. Pedofilia to jednak nie jedyny problem, na który zwraca uwagę film. Smarzowski, reżyser poważny, znający się na swoim rzemiośle, prowokuje do dyskusji o instytucji, która zbudowała cywilizację europejską i która w tej cywilizacji odegrała kluczową rolę wychowawczą.
W tej roli Kościół jest nam nadal potrzebny, ale nie Kościół oddalony od nas, od wiernych, obcy, zamknięty, zarozumiały. Nie może to być Kościół, w którym proboszcz, administrator parafii, mówi: „za ślub, chrzest, pogrzeb co łaska, ale nie mniej niż…”, nie wnikając w sytuację materialną ludzi. Nie może to być Kościół, w którym proboszcz, jak w jednej z podpłockich parafii, wydziera osieroconemu dziecku ostatni grosz za pogrzeb matki, a po interwencji zwraca pieniądze ze słowami: „masz, wsadź je sobie w d…”. Nie może to być Kościół, który bierze na siebie odpowiedzialność za katechizację w szkole i wychowanie młodego pokolenia i który przez nieudolność dydaktyczną, mając do dyspozycji dwie godziny w tygodniu przez 12 lat, nie jest w stanie nauczyć młodych ludzi podstaw moralności. Nie może to być Kościół, w którym toleruje się zło przez zamiatanie przestępczych zachowań pod dywan. Potrzebny jest nam Kościół przemieniony, który będzie dla nas busolą moralną, Kościół, który będzie zdolny do oczyszczenia się ze zła, które wrosło w jego struktury. W księdzu chcemy widzieć nie pedofila, ale kapłana, który stoi przy Chrystusie i do Chrystusa nas prowadzi całym sobą, mocą głęboko przeżytej wiary i szlachetną postawą moralną. Wierzymy, że taki Kościół jest możliwy, Kościół-Autorytet, Kościół-Sól i Światło – który rozprasza mroki współczesności i chroni nasze dusze przed zepsuciem. Czy film tylko zgorszy, czy też pomoże świeckim i duchownym w namyśle, jak taki Kościół budować? Oby obudził świadomość, że tam, gdzie jest wielki grzech, potrzebna jest wielka modlitwa oraz wielka praca, aby to, co zepsute, naprawić.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …