Potęga nienawiści, klęska wychowania [FELIETON]

Zło dzieje się każdego dnia. Gdzieś giną ludzie, na drodze, w pożarze, w domu. Wciąż rozgrywają się małe, niewielu ludziom znane, prywatne dramaty. Na zawsze pozostają zamknięte w wąskich kręgach rodzin, sąsiadów, czasem lokalnych społeczności. To, co wydarzyło się w Gdańsku, ma zupełnie inny charakter. Został zamordowany człowiek znany, pełniący funkcje publiczne, prezydent dużego miasta. Nie zginął w wypadku, nie zginął przypadkowo, został brutalnie, z rozmysłem zamordowany. Zło dokonało się na oczach kamer, publicznie, podczas wielkiej, masowej imprezy. Zabójca bawił się swoim czynem, ochrona była bezradna. Stało się coś, co nie powinno się wydarzyć w cywilizowanym społeczeństwie. Ludzie piszą i mówią, że prezydent Gdańska był dobrym człowiekiem i wybitnym samorządowcem. Wierzę im, choć wiem, że głosił poglądy, z którymi sam nigdy bym się nie zgodził, i angażował się w przedsięwzięcia, które odbierałem negatywnie. Potępiam jednak straszny czyn i współczuję rodzinie Ofiary.
Rozpoczęło się śledztwo, które, mam nadzieję, przyniesie wiedzę o tym, czy zabójca był wariatem, jak się sugeruje, czy jego szaleństwo było udawane. Dalej, czy działał na własną rękę, czy był wykonawcą czyjegoś zlecenia, czy był motywowany osobistym urazem do Ofiary, czy działał z pobudek ideowych albo politycznych, a jeśli tak, to jakich. Dziś tego jeszcze nie wiemy. Dlatego niepokoi mnie, że wiele osób już zakończyło swoje prywatne śledztwa i wydało wyroki. Wynika z nich, że prezydenta zabił nie bandyta, tylko zrobiła to obłąkana „nienawiść”, której źródło tkwi w obecnym obozie rządzącym. Nie wiem, czy zabójca pozostawał pod ideowym wpływem tego obozu, ale wiem, że wszelkie tego rodzaju sugestie wydają się być dążeniem do jeszcze większego zantagonizowania i tak już wystarczająco skłóconego, podzielonego społeczeństwa oraz jednoznacznego ukierunkowania zbiorowych emocji.
A przecież źródła nienawiści w Polsce nie są jednostronne. Odkąd scena polityczna spolaryzowała się na dwa obozy przy prawie całkowitym zminimalizowaniu roli innych sił, nie można mówić o jednym generatorze nienawistnych emocji. Wina leży po obu stronach. Można wskazać wiele sytuacji, w których naprzemiennie jedna strona kierowała pod adresem drugiej wulgarne, pełne gniewu i złości wypowiedzi. Niestety, nie umiemy spokojnie rozmawiać, pięknie się różnić, dzielić poglądami, wspólnie szukać kompromisu, ustalać reguły do zaakceptowania przez wszystkich albo przez zdecydowaną większość. Dlatego niepokoi mnie, kiedy w ostatnich dniach na fali straszliwego hejtu próbuje się uderzyć oskarżeniem o wywoływanie nienawiści w jeden obóz polityczny. To nie zrodzi nic dobrego. Nie leczy się nienawiści nienawiścią. Widzenie zła tylko w innych i niedostrzeganie go w sobie jest typowe dla ludzi małych. Nikt mi nie powie, że nienawiść jest tylko w wulgarnych słowach Jarosława Kaczyńskiego o „zdradzieckich mordach”, a nie ma jej w przekleństwie Celińskiego „Kaczyński, wyp…… aj!” albo w słowach innego polityka: „Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie”, nawet jeśli zostały wypowiedziane w formie żartu. Te nienawistne wypowiedzi pochodzą z obu stron, winę za nie ponoszą wszyscy uczestnicy politycznego sporu. Przegrywa wychowanie. Na naszych oczach objawia się jakaś bezgraniczna bezradność w rozwiązywaniu konfliktów. W komunikacji ważna jest nie tylko treść, którą chcemy przekazać, ale i forma, w jakiej usiłujemy to zrobić. Ale kto nas tego nauczy?

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze wzgórza [FELIETON]

To oczywiście trochę tęsknota za minionym formatem tego miejsca, ale ja nie o tym, a …