Polak głupi po szkodzie

Tragedia w Darłówku, gdzie przy plaży pełnej ludzi, na kąpielisku strzeżonym przez ratowników utopiło się troje dzieci, wstrząsnęła całą Polską. To mogło się przytrafić każdemu z nas. Z tej tragedii należy wyciągnąć jakąś lekcję, żeby nie powtórzyła się więcej. Niestety już pojawiły się komunikaty o ratowaniu dzieci w podobnych sytuacjach na innych plażach. O śmierć dzieci obwinia się z jednej strony rodziców za brak należytej opieki nad nimi nad wodą, szczególnie tak niebezpieczną jak Bałtyk, obwinia się też ratowników za opieszałość w reagowaniu na sygnał o zaginięciu dzieci. Rodzice niewątpliwie ponoszą w pierwszej kolejności odpowiedzialność w takiej sytuacji. Pamiętam własne rodzinne wyprawy nad Bałtyk. Nigdy nie pozwalaliśmy dzieciom samym przebywać w wodzie, zawsze któreś z rodziców towarzyszyło dzieciom, chroniąc je od strony morza. Ale nie wszyscy tak postępują. Wielu rodziców zajętych konsumpcją piwa, rozmową przez telefon, rozkładaniem parawanów, czy zwykłym leżakowaniem, pozostawia dzieci same. Najczęściej mają wiele szczęścia i nic złego im się nie dzieje, ale czasem kończy się tak jak w Darłówku. Rodzicom zatem należy się przestroga.
Nie jestem przekonany o całkowitym braku winy ze strony ratowników. Wiele razy obserwowałem ich pracę na strzeżonych plażach. Częściej wyglądała ona nie jak praca, ale jak wypoczynek. Ratownicy w ciemnych okularkach, wyciągnięci na leżaczkach, zajęci byli bardziej miłą pogawędką między sobą lub podrywaniem dziewczyn niż obserwacją kąpieliska. Świadkowie zdarzeń na plaży w Darłówku mówią o zlekceważeniu przez ratownika wołania zrozpaczonej matki o pomoc, kiedy straciła z oczu dzieci. 40 minut, które miały upłynąć, jeśli ludzie mówią prawdę, od zgłoszenia zaginięcia dzieci do podjęcia akcji ratunkowej, wystawia ratownikom złe świadectwo. Oczywiście, w pierwszej kolejności za bezpieczeństwo dzieci odpowiedzialni są rodzice, ale w sytuacji gdy dochodzi do niebezpiecznego zdarzenia, wszyscy liczymy na szybką reakcję ratowników.
Jest jeszcze jedna strona, na którą spada odpowiedzialność za bezpieczeństwo wypoczywających na plażach w nadmorskich miejscowościach. Są nią gminy czerpiące zyski z turystyki. Urzędy gminne powinny być zobowiązane do właściwego oznakowania plaż, kąpielisk, miejsc przy falochronach i wyposażenia ich w czytelne i widoczne tablice informujące o niebezpieczeństwie, a szczególnie do wydzielenia wokół falochronów co najmniej 3-metrowych stref wyłączonych z kąpieli oznaczonych widocznymi bojami. Nie każdy musi wiedzieć, co to jest tzw. „cofka” na Bałtyku i zdawać sobie sprawę ze skali niebezpieczeństwa, które powoduje. Nie każdy musi wiedzieć, że przy falochronie grunt nagle się zapada, a występujące tam wiry wciągają do środka. Trzeba o tym napisać na tablicach ustawionych we właściwych miejscach, a nie jedynie „przy wejściu na plażę”, z czego tak dumny jest burmistrz Darłówka. Przyznam, że nigdy takich tablic we wskazanych miejscach nie widziałem na całej linii brzegowej Bałtyku, tym bardziej w sposób widoczny wydzielonych niebezpiecznych stref wokół falochronów. Czy po tej tragedii włodarze nadmorskich miejscowości zrobią coś więcej dla naszego bezpieczeństwa? Po wypowiedzi burmistrza Darłówka można w to wątpić. Na pewno natomiast zadbają o to, by wzbogacić nasz wypoczynek mandatem za nieprawidłowe parkowanie, bo o parkingi też przecież zadbać nie muszą.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

I mamy wysyp afer. Afera sejmikowa, afera KNF – u, a przy okazji afera „prorodzinna”, …

Sezon na afery [FELIETON]

Rozpoczął się sezon na afery, a właściwie na ujawnianie afer starannie wyreżyserowanych wcześniej. Cwaniacy…, pardon, …

Jeden komentarz

  1. Pierwszy sensowny artykuł w tym temacie.