Podwójne standardy [FELIETON]

Trudno zrozumieć palenie książek, ale larum, jakie się rozległo w liberalnych mediach po tym, jak jeden ksiądz egzorcysta spalił kilka amuletów i parę książek, jest zdecydowanie przesadzone. A porównywanie tego zdarzenia do tego, co działo się w nazistowskich Niemczech, jest niepoważne. Zachowania księdza bronić nie zamierzam, sam książki kocham, zbieram, czytam i sam bym ich nigdy nie spalił, chyba tylko przy jakimś największym sprzątaniu, i to tylko zniszczone i „bezwartościowe” tytuły, ale wołam, „znaj proporcją, mocium panie”, bowiem skowyt, jaki rozległ się w lewicowych kręgach, był i śmieszny, i nieszczery. Nie wiem, czy płakano tak głośno, bo to ksiądz spalił książkę, czy dlatego, że to się tak strasznie kojarzyło, czy dlatego, że był to sam „Harry Potter”, który znowu aż tak bardzo straszny chyba nie jest. Ksiądz na pewno postąpił niemądrze, i dlatego, że książki spalił, a jeszcze głupiej dlatego, że się tym publicznie chwalił. Książki nie są po to, aby je palić, są po to, by je czytać. Czytajmy książki, nie palmy ich.
Na szczęście płynie z tego zdarzenia i dobra nauka. Niestosowność swojego postępowania ksiądz uznał i przeprosił. Z takim taktem nie zachowały się rozwydrzone gnojki, które na Owsiakowym Woodstocku w roku 2017 spaliły niemal pod nosem swojego guru Biblię, nie przeprosił też ich guru. Nie słyszałem ani wtedy, ani wcześniej, kiedy niejaki Nergal darł Biblię na swoim koncercie, żeby te same zatroskane o książki kręgi intelektualne naszego kraju wyły w takim samym stopniu ze zgorszenia, jak to miało miejsce teraz. Podwójne standardy stosowane wobec wrogów i swoich to metoda stara jak świat, choć w obecnym biciu w Kościół i w prawicę przekracza miarę dobrego smaku. Nie słyszałem też, żeby te same kręgi rozpaczały po tym, jak na początku naszej transformacji pewne służby paliły dokumenty państwowe, czyli źródła do poznawania naszej historii.
Podwójne standardy można także zauważyć w związku z kryzysem, jaki po raz kolejny dotknął oświatę. Pan Michał Boni już chyba zapomniał, jak dostał w pysk od Janusza Korwin-Mikkego za kłamstwo, bo znowu się naprasza taką oto deklaracją: „Tu chodzi o godność. Nauczyciele, jestem z wami. Kluczem do dobrej edukacji są godne warunki pracy”. No i jak tu nie walić takiego w mordę? Gdzie byłeś mądralo, kiedy od Twoich decyzji zależała godność nauczycieli i jakość edukacji, o której mają stanowić według Ciebie „godne warunki pracy”? Gdzie są te wszystkie mądrale z całego 30-lecia w randze prezydentów, premierów, ministrów, posłów, którzy na potęgę i wielokrotnie reformowali szkołę, że już inaczej nie można jej dzisiaj pomóc, jak tylko ją zamknąć przed uczniami. Niektóre, jak Boni czy pani Kopacz, na potegę doradzają, wspierają, godnością wycierają sobie gęby. Pewnie wielu naiwnych da wiarę w te ich godnościowe zapewnienia, bo mówią przecież „swoi”. Tylko co z tego wyniknie dla polskiej oświaty? Co wynikło dla polskiej oświaty z ich rządzenia? Także „dobra zmiana” gdyby chciała być dobra, to zaczęłaby sanację państwa od uzdrowienia edukacji. Ale nie zaczęła. Likwidacja gimnazjów to za mało. Można tworzyć i likwidować i nic to nie zmieni, bo jądro systemu pozostaje niewzruszone. Pytanie, czy z tej awantury narodzi się jakaś sensowna dyskusja o szkole, czy skończy się na niewielkich podwyżkach, a nauczyciel, jak trafnie ujął to pisarz Jakub Żulczyk, nadal będzie przez państwo traktowany jak „g*no”, jak był traktowany przez ostatnie 30 lat.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Pan Jacek reformuje oświatę [FELIETON]

Pana Jacka Żakowskiego, legendę dziennikarstwa, zawsze ustawionego po „jasnej stronie mocy”, której sprawy tego świata …