Papież w Irlandii [FELIETON]

Nie sposób nie zauważyć pielgrzymki papieża Franciszka do Irlandii. Z kilku powodów. Po pierwsze Polska przechodzi podobne doświadczenie jak to, przez które przeszła Irlandia w ciągu ostatnich 30 lat. To właśnie w naszym kraju, jak wskazują najnowsze badania zmian religijności na świecie, dokonuje się sekularyzacja w tempie nieporównywalnym ze zmianami tego typu w żadnym innym państwie świata, może właśnie tylko z tempem, w jakim Kościół irlandzki szarpany skandalami seksualnymi utracił w ciągu jednego pokolenia niemal całą populację młodzieży. My po wejściu do Unii Europejskiej, choć zapewne niezależnie od tego faktu, a raczej pod wpływem przemian cywilizacyjnych we współczesnym świecie, mamy to samo, co ludzi wierzących napawa smutkiem i najwyższym niepokojem o wiarę swoich dzieci i wnuków. Już widzimy, że młodemu pokoleniu wystarcza świat bez Kościoła, bez religii, jak na zachodzie Europy, z czego jedni się bardzo cieszą, a innych ten fakt głęboko zatrważa. Niepokój budzi i to, że nie widać, aby Episkopat miał pomysł, jak z tym problemem się zmierzyć.
Po drugie, wizyta Papieża w Irlandii jest ważna także z uwagi na jej zasadniczy cel, czyli udział Ojca Świętego w Światowym Spotkaniu Rodzin. Spotkanie to ma miejsce w czasach, kiedy rodzina i małżeństwo doświadczają wielorakiego kryzysu – w postaci nietrwałości związków, niewydolności wychowawczej, a także tożsamościowej nieokreśloności na skutek inwazji tzw. ideologii gender. Dąży się do przedefiniowania rozumienia małżeństwa i rodziny, włączając w obręb tych pojęć związki osób tej samej płci, co z punktu widzenia nie tylko chrześcijaństwa, ale zwykłego zdroworozsądkowego poznania rozumowego jest absolutnym absurdem. Na szczęście zwraca na te problemy uwagę także papież Franciszek, dając nowoczesnemu światu czytelny sygnał, że Kościół nie zaakceptuje nigdy niezgodnych z naturą form małżeństwa i rodziny.
I po trzecie, Papież odwiedzając Knock, miejsce słynnych objawień z 1879 roku, zwraca uwagę zeświecczonemu światu, który upaja się sukcesami ekonomicznymi i technicznymi ery rozwiniętego kapitalizmu, na istnienie innego, nadprzyrodzonego wymiaru rzeczywistości. Kto wsłucha się i wpatrzy w tę część wizyty Papieża, może doznać niemałego zaskoczenia płynącego z faktu, że kieruje uwagę na to, iż poza telefonami komórkowymi, poza Internetem, Facebookiem, Twitterem, Instagramem, snapami i podobnymi nowinkami technicznymi oraz płynącym zewsząd wezwaniem do zabawy istnieje coś poważniejszego, co w świadomości Europejczyków było mocno zakorzenione przez setki lat, a co nagle wyparowało wraz z dobrobytem, który namieszał młodym i nie tylko młodym w głowach. W Knock w roku 1879 miało miejsce objawienie w bardzo nowoczesnej formie. Grupa ludzi przez dwie godziny patrzyła jakby na niemy trójwymiarowy „film”, jaki pojawił się przed zewnętrzną ścianą kościoła, na którym widziano postacie z zaświatów – Matkę Boską, św. Józefa i św. Jana Ewangelistę – a za nimi krzyż, ołtarz, a na ołtarzu Baranek – czytelne symbole eucharystyczne. Wizja wymowna i w naszych czasach, jakby zapraszająca do zwrócenia uwagi na nowo na tajemnicę Eucharystii, na którą tak straszliwie zobojętniał współczesny świat ludzi niby wolnych, ale o umysłach zamkniętych w ciasnych granicach doczesności.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

W tym tygodniu (kiedy poniższy tekst trafi do rąk Szanownego Czytelnika będzie to już „tamten” …

W nastroju radości i optymizmu [FELIETON]

Zakończył się synod biskupów poświęcony młodzieży. Postanowień końcowych jeszcze nie znamy, ale z korespondencji prasowych …