Pamięci zmarłego Biskupa [FELIETON]

Wypowiedzi zmarłego niedawno biskupa Pieronka stanowiły miód na serce przeciwników obecnej władzy. Wybaczali mu zaangażowanie w politykę, którego innym biskupom nie wybaczyliby nigdy. Ale ponieważ walił w rządzących bez hamulców, więc nie sposób było nie przymknąć oka, że łamał reguły tak pożądanego rozdziału Kościoła od państwa. Nie wytykały mu tego nawet liberalne media, które czułe są na tym punkcie w stopniu wyjątkowym. Bo przecież ostrzegał przed „swędem faszyzmu”, „histerią smoleńską”, „łamaniem konstytucji”, ośmieszał nowelizację ustawy o IPN-ie, chciał przyjąć do Polski nawet pół miliona uchodźców z Bliskiego Wschodu i z Afryki, krytykował innych biskupów, nazywając ich „zadymionymi PIS-em”, wytykał im życie ponad stan. Liberałowie chętnie podziwiali takiego Biskupa. Ciekawe, czy zmieniliby zdanie, gdyby wiedzieli, że choć opowiadał się przeciw nowelizacji ustawy o ochronie poczętego życia, uznając ją za efekt cennego konsensusu społecznego, to na temat aborcji miał pogląd jednoznaczny, zgodny z nauczaniem Kościoła. „To zabójstwo i nie można tego inaczej nazwać. Stanowisko kościoła jest od zawsze negatywne i nie widzę tu pola do dyskusji”.
Podobnie mówił o homoseksualizmie. Za te słowa powinien otrzymać tytuł pierwszego homofoba III RP: „Akty homoseksualne są amoralne i przeciwko naturze, dlatego wykluczają z Królestwa Niebieskiego”, „Orientacja to może być na Wschód albo na Zachód. Tymczasem normalnym się jest albo nie”, „Homoseksualizm jest innością, dotyczy mniejszości, i – by nie użyć słowa „choroba” – to jakaś dewiacja, coś nienormalnego. Kościół traktuje homoseksualizm jak inność i toleruje, przyjmuje do wiadomości jego istnienie. Lecz wyraźnie mówi, że to rzecz do opanowania, a nie do eksponowania. W naturze nieopanowanego homoseksualizmu tkwi jakiś ekshibicjonizm”. In vitro nazywał „dziełem Frankensteina”, a o radykalnych feministkach mówił: „To jest feministyczny beton, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego”. Zaskakujące wypowiedzi w ustach liberalnego biskupa, który, jak widać, tak całkiem liberalny nie był.
Szedł pod prąd liberalnych tendencji także w tak delikatnej sprawie, jak katolicki pochówek osób, które gorszyły publicznie wypowiedziami, a czasem czynami usprawiedliwiającymi aborcję. W 1997 roku bronił w medialnej dyskusji ordynariusza diecezji łódzkiej, który odmówił znanemu ginekologowi prawa do chrześcijańskiego pochówku, ponieważ ten opowiadał się publicznie za prawem do aborcji. „Publiczne wystąpienia przeciwko nauce Kościoła mogą mieć konsekwencje praktyczne” – przypominał rozsądnie Biskup. Rozsądek, rozumne podejście do spraw życia społecznego, religijnego i moralnego były mocną stroną zmarłego duchownego. Imponował intelektem, udowadniał, że postawa religijna nie oznacza ckliwej naiwności, lecz musi być w pełni racjonalna, a przede wszystkim ma pociągać za sobą postawę moralną. Szedł pod prąd politycznych i obyczajowych mód, nie dając się zwieść łatwej i naiwnej poprawności. Jego głos wiele znaczył, z jego głosem trzeba było się liczyć. Szkoda, że najbardziej nagłaśniane przez media są jego wypowiedzi atakujące obecny rząd. Warto wiedzieć, że radykalnie bronił całej nauki Kościoła, nierozmiękczanej przez modne dziś modernistyczne podejście. Warto, żeby taki właśnie pozostał w naszej pamięci, inteligentny, nieugięty wobec wszelkiej głupoty oraz panoszącego się zła, przede wszystkim wśród ludzi religijnych.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Okrakiem na maszcie [FELIETON]

Muszę zacząć od przeprosin. Odkąd bowiem po wielu latach zmienił się format naszego kącika w …