Nie ma przypadków [FELIETON]

Opamiętanie znowu przyszło za późno. Musiał ktoś przedawkować dopalacze, żeby stosowne służby zainteresowały się punktami sprzedaży miękkich środków odurzających. Musiało wydarzyć się wiele wypadków na niejednym skrzyżowaniu, żeby zainstalowano sygnalizację świetlną. Musiały zginąć dziewczyny w koszalińskim „escape roomie” (co za diabelstwo ktoś wymyślił?) żeby władza zaczęła prężyć muskuły i sprawdzać, kontrolować, ścigać i chwalić się, ile nieprawidłowości wykryła. Za późno, władzuchno kochana. Znowu się spóźniłaś. Wiadomo, wszystkim tragediom nie zapobiegniemy, wszystkich nieszczęść nie przewidzimy, ale po to ustanawiamy pewne zasady, przepisy, na przykład budowlane, przeciwpożarowe, drogowe, aby stały na straży naszego bezpieczeństwa. I po to powołujemy pewne służby, komisje, inspekcje, straże, aby działając w ramach ustalonych standardów brały w ryzy naszą krnąbrność i cywilizowały nasze nieokrzesanie, naszą bezmyślność, by chroniły nas przed sobą nawzajem, przed naszym egoizmem, sprytem, cwaniactwem. I za to, aby były w tym skuteczne, im płacimy.
A czy nie wystarczyłaby nasza osobista mobilizacja do przestrzegania reguł prawnych i moralnych, wynikająca na przykład z wewnętrznej motywacji, podyktowanej poczuciem przyzwoitości, żeby przeciwdziałać takim sytuacjom, jak ta w Koszalinie? Mobilizacja wynikająca ze starannego wychowania, wyniesionego z domu, a wspartego przez szkołę, Kościół i media? Wciąż, a może dopiero właśnie teraz, kiedy zainstalowaliśmy sobie liberalną demokrację, nie doceniamy wagi wychowania. Można wprost zaryzykować twierdzenie, że w ogóle słabo przykładamy się do wychowania młodego pokolenia. W domu nie ma na to czasu, a instytucje mają problem same z sobą. Oświata jest permanentnie reformowana, Kościół przechodzi kryzys, który odbiera mu wiarygodność, media starają się nas głównie bawić, a państwo na każdym kroku daje zły przykład – jak kombinować, lekceważyć prawo, łamać konstytucję. A przykład idzie z góry.
Od lat na naszych oczach rozgrywa się gorszący spektakl publiczny z niezliczonymi aferami gospodarczymi i manifestowaną na każdym kroku zoologiczną nienawiścią do przeciwników politycznych. Ze skali oddziaływania tego zjawiska na społeczeństwo zapewne mało kto zdaje sobie sprawę. Nie sądzę też, aby ktokolwiek pokusił się o badania, które pokazałyby, jak wpływają na kondycję społeczeństwa takie czynniki jak: zdemoralizowana władza, bezsilny Kościół, nieudolny system wychowawczy i zapracowani rodzice. Jakie długofalowe konsekwencje przyniesie tak popularne w naszych czasach przyzwolenie na wszystko, na lekceważenie prawa i norm moralnych w gospodarce, kulturze, edukacji, sporcie. Kiedyś ze wszystkich sił wychowywano do życia we wspólnocie, do odpowiedzialności za wspólnotę, aż do poświęcenia się za nią, do złożenia z życia ofiary za wspólnotę, za zasady, normy, idee, wartości. Dziś liczy się indywidualizm, brawura, spryt, młodość, samospełnienie, dominuje zasada „róbta, co chceta”. Wobec tego, czy to tylko przypadek, że sprawcami tak wielu wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym w te święta byli młodzi ludzie? Czy to tylko przypadek, że właścicielem tego feralnego „escape roomu” w Koszalinie był młody człowiek, który chciał dużo zarobić, mało dbając o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa?

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze wzgórza [FELIETON]

To oczywiście trochę tęsknota za minionym formatem tego miejsca, ale ja nie o tym, a …