„Nie jest jak inne uczucia…” [FELIETON]

Nie wiem, czy uczuciem, które najtrafniej opisuje polskie życie publiczne ostatnich kilkunastu lat, jest nienawiść, jak to ze wszystkich sił usiłuje się nam w tej chwili wmówić, przypisując jej nawet sprawstwo gdańskiego mordu i urządzając pod patronatem opozycji marsze i wiece „przeciw nienawiści”. W tej bezpardonowej nagonce „na nienawiść” ona sama mogła poczuć się nieco zaskoczona. Dlaczego? Ano dlatego, że język jest precyzyjny, słowa mają swoje ustalone znaczenie, a nienawiść to nie to samo co wrogość, albo złość, gniew, czy wściekłość. Nienawiść, piszą psychologowie, to ekstremalnie silne uczucie niechęci do kogoś, połączone z pragnieniem, aby obiekt nienawiści spotkało coś złego, motywowane często doznaniem osobistej krzywdy ze strony obiektu darzonego nienawiścią. Czy Polacy, nawet gdyby wziąć pod uwagę samych tylko polityków skupionych we wrogich sobie obozach politycznych i ideowych, żywią wobec siebie tego typu uczucie?
Wobec tak zdefiniowanej treści tego słowa wydaje się ono raczej mało odpowiednie do opisu polskiej rzeczywistości. Owszem, różnimy się w poglądach, mamy, co wydaje się zrozumiałe, różne podejście do takich spraw, jak organizacja państwa, gospodarka, kluczowe wartości, w tym kwestie tak zasadnicze jak prawna ochrona życia, zakres dopuszczalności aborcji, eutanazja, prawna legalizacja związków jednopłciowych, czy sama ocena ich natury, także rola i miejsce Kościoła w życiu publicznym. Te różnice nie są niczym dziwnym ani nowym, są raczej czymś naturalnym, wpisują się w ideowe spory, które obecne są także w społeczeństwach zachodnich, których liberalno-demokratyczny model organizacji próbujemy naśladować. Problemem nie są same różnice, problemem jest sposób ich ekspresji, nieumiejętność wyrażania uczuć i myśli, dzielenia się swoimi poglądami. Tu ludzie albo się całkowicie zamykają i o rzeczach ważnych nie mówią, albo jeśli mówią, to od razu na siebie warczą, krzyczą i sobie wymyślają, ale w tym niekoniecznie od razu musi być nienawiść. Kiedy brakuje wiedzy, argumentów, budzą się demony gniewu i złości, emocje zastępują rozum, ale w tym wcale nie musi być od razu nienawiść. Znaleziono słowo-wytrych, które ma nam teraz, bo tak jest wygodnie, zastąpić całą bogatą gamę słów nazywających emocje.
Stąd wszyscy krzyczą: „Stop nienawiści!”. Czyżbyśmy naprawdę nie potrafili już odróżniać jednych uczuć od drugich? To bardzo możliwe. Przecież na skutek permanentnego, trwającego przez całą historię III RP kryzysu edukacji, jej niszczenia przez wszystkie kolejne władze, upada kultura umysłowa społeczeństwa, ubożeje i za zgodą wszystkich rzekomo skłóconych i nienawidzących się sił politycznych infantylizuje się wykształcenie humanistyczne Polaków, brakuje ludziom wiedzy psychologicznej, filozoficznej i etycznej, a w dziedzinie wiedzy religijnej pozostają na poziomie pojęć przyswojonych w dzieciństwie. Dlatego kiedy dochodzi do sporów ideowych, a one są nieuniknione, to na skutek tych karygodnych zaniedbań edukacyjnych przybierać muszą one kształt niewybrednych pyskówek, w których argumenty giną w odmętach prymitywnych emocji. Skoro stać nas na to, aby oszczędzać na edukacji i wychowaniu, to musimy się spodziewać, że wcześniej czy później musi to przynieść konkretne owoce. I to nie muszą być, jak widzimy, dobre owoce.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …