Naziści i chuligani [FELIETON]

Gdybyśmy byli mądrym narodem kierowanym przez mądrych przywódców, wówczas z publikacji tej porażającej książki potrafilibyśmy wyciągnąć pouczające wnioski, a może nawet wzbudzić zbiorowy rachunek sumienia. Tymczasem wisi na włosku kolejna awantura spod znaku, „kto jest winien zbrodni holocaustu”. Przyczyną może być rekomendowana właśnie przez media dwutomowa rozprawa naukowa „Dalej jest noc”, owoc kilkuletniej pracy badawczej pokaźnej grupy uczonych. Książkę opisuje „Newsweek”, prowokując tytułem „Jak Polacy dobijali Żydów”, nie omieszkując przy tym zauważyć, że „z każdych trzech Żydów, którzy w czasie wojny uciekli Niemcom, dwóch zamordowali Polacy”. Jeżeli tak było, to nie pozostaje nic innego, jak uderzyć się w pierś i zrobić prawdziwy narodowy rachunek sumienia. Z faktami trudno dyskutować, a uczeni ustalili fakty. Szacunek dla nauki skłania, by z respektem i pokorą przyjąć niewygodne dla naszej narodowej megalomanii ustalenia.
A te przemawiają autentyczną grozą. Z chytrości, z żądzy zysku, „za kilo cukru, pół litra wódki, za buty…” część Polaków mordowała bądź wysługiwała się Niemcom, wyłapując uciekinierów, wskazując ich kryjówki, donosząc do granatowej policji. Czy to było niemożliwe? To było jak najbardziej możliwe. Możemy tak powiedzieć, domyślając się poziomu kultury polskich mieszkańców wsi i małych miasteczek tamtych czasów i skali ich niechęci wobec żydowskich sąsiadów. Trudno nawet spodziewać się, że mogło być inaczej. Były oczywiście chlubne wyjątki. W Yad Vashem doliczono się ich ok. 7 tysięcy, honorując bohaterów medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Więcej czy mniej było prostaków i chuliganów, którzy za marny zysk kupczyli ludzkim życiem? Pozostaje zatem do ustalenia, jaka była skala udziału Polaków wspomagających niemiecką machinę zbrodni. Trzeba też przy okazji znać miarę i cały czas pamiętać, kto tę machinę zaplanował, uruchomił i przeprowadził, a kto haniebnie, okazjonalnie ją wspierał. Nie ma się co kłócić, czy zrobili to Niemcy, czy naziści, jak to ostatnio jest w modzie. Jeden pies. Tak samo bezzasadny byłby spór, czy byli to Polacy, czy, powiedzmy, chuligani.
W każdym razie nie byliśmy to my, tylko nasi przodkowie. Ale czy my dziś jesteśmy lepsi od nich? Czy my zachowalibyśmy się inaczej? Pewnie byłoby dokładnie tak samo. Są ludzie na poziomie, którzy ani wtedy, ani dziś nie splamiliby się tak ohydną zbrodnią, ale są i tacy, którzy zrobiliby to samo. Dziś tylko ceny poszły w górę i pewnie nie wystarczyłoby „kilo cukru, pół litra wódki czy buty…”, choć kto wie. Niemniej nie da się ukryć, że skala udziału naszych przodków w polowaniu na ich żydowskich sąsiadów była, jak piszą autorzy, „większa niż przypuszczaliśmy”. Oto jeden przerażający przykład: „Do domu Czesława Rabińskiego z wioski Korabie zastukały w grudniu 1942 roku trzy Żydówki. Dwie miały nogi tak odmrożone, że nie mogły dalej iść. Za obietnicę zapłaty gospodarz zgodził się dać im schronienie. Namówiła go do tego kochanka, która spodziewała się znaleźć przy kobietach „żydowskie złoto”. Już następnej nocy udusili Żydówki szalikiem. Znaleźli w ich bieliźnie siedem złotych dwudziestodolarówek i inne pieniądze oraz kilka pierścionków. Trupy wywieźli do pobliskiego lasu i rzucili w krzaki”. Takich faktów autorzy opisują setki. Wrażenie robią watahy chłopów polujących na Żydów, którym udało się uciec z transportu do Treblinki. Korczak z dziećmi nie uciekł. Co by było, gdyby trafił na takich „wolontariuszy”?

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …