Nauczyciel w podłym kraju [FELIETON]

„Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”. Tymi doniosłymi słowami z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej wycierali sobie gęby polityczni geszefciarze z prawej i z lewej strony sceny politycznej przez całe 30-lecie III RP, kiedy za wszelką cenę chciano udowodnić, że budując demokratyczne państwo prawa, staramy się zbudować sprawną i efektywną edukację, bo zależy nam na dobrym wykształceniu i wychowaniu młodego pokolenia. Mija 30 lat tych pokrętnych starań o dobrą oświatę, a ona wciąż nie ma się dobrze. W tym czasie wywrócono ją do góry nogami kilka razy, nie osiągając wciąż zadowalających efektów. Najbardziej zaniedbanym ogniwem tych pozorowanych starań stał się polski nauczyciel, upokorzony, poniżony, zepchnięty po względem uposażenia na dno społecznego bytowania. Młodzi ludzie po studiach na początku III RP nie mieli szans, żeby utrzymać się za nauczycielską pensję, nie mają ich także teraz, mimo że państwo i społeczeństwo zrobiły w tym czasie milowy krok rozwojowy.
Polityczni decydenci tłumaczyli to zawsze biedą państwa, brakiem środków w budżecie. W tym czasie państwem wstrząsały potężne afery gospodarcze, na które przymykano oko, a starania o zrównoważony budżet były poza zasięgiem możliwości politycznych dyletantów. Teraz, kiedy okazało się, że można uszczelnić budżet, zaoszczędzone środki przeznaczono nie na rozwój oświaty i na podniesienie kondycji zawodu nauczyciela, tylko na kupczenie głosami wyborców. To budzi największe rozgoryczenie nauczycieli. Bo nie jest w tej chwili gorzej w oświacie niż było za poprzedniej władzy, jest tak samo źle, ale świadomość że obecnie rządzący, przedstawiający się jako „prawi i sprawiedliwi”, mają nauczycieli w takim samym poważaniu jak poprzednicy i że nic się nie zmieni, mimo że środków w budżecie przybywa, rodzi wyjątkową frustrację. Ta władza miała szansę okazać się mniej podłą wobec środowiska nauczycielskiego niż poprzednia, ale z tej szansy nie skorzystała.
Wyjątkową podłością popisał się prezydencki minister Krzysztof Szczerski, proponując nauczycielom zamiast godnego wynagrodzenia za pracę korzystanie z programu „500+”. Trzeba być albo głupim, albo złym, żeby tak trywializować sprawy edukacji. Rzuciły się na padalca zaraz sfory „specjalistów” od oświaty z partii opozycyjnych, którzy mieli już okazję zrobić coś dobrego dla polskiej szkoły, ale nie zrobili. Niestety, w polskiej zaściankowej mentalności nauczyciel to dziad, guwerner wiszący u pańskiej klamki, siłaczka żebrząca o łaskę, i takim ma pozostać. Ten głęboko zakorzeniony w umysłowości Polaka stereotyp stawia opór nauczycielskim oczekiwaniom szacunku wyrażającego się godnym wynagrodzeniem za pracę. Dlatego sprawy oświaty wydają się z góry przegrane. Nauczyciele szukają potwierdzenia swojej wartości u tych, którzy nie potrafią ich docenić, dla których nie jest rzeczą zawstydzającą, że zmuszają pedagogów, wychowawców swoich dzieci do desperackiego i upokarzającego sięgania po narzędzie strajku na przypomnienie o swojej godności. My jednak, apeluję o to, nie strajkujmy teraz, nie róbmy krzywdy naszym uczniom w czasie egzaminów, nie sięgajmy po narzędzie, które nas upokarza i poniża. Nie odpowiadajmy tym samym, czym dokopuje się nam. Szukajmy innych sposobów na zwrócenie uwagi na sprawy oświaty. Nie zawiedźmy naszych uczniów w czasie egzaminów, do których ich przygotowaliśmy. Lekarz nie zostawia pacjenta, nauczyciel nie zostawia ucznia. Tak, i tylko tak możemy obronić godność naszego zawodu.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Antysemita i świnia! [FELIETON]

Paręnaście dni temu z okazji rocznicy dokonania mordu sądowego na generale Auguście Fieldorfie „Nilu” (generała …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.