Lek na Kaca [FELIETON]

Nie sądzę, aby te teksty czytano w Izraelu, mimo ogólnoświatowego zasięgu Internetu i ciągle jeszcze licznej grupy tamtejszych obywateli, którzy dostatecznie biegle władają naszym językiem ojczystym w mowie i piśmie. Mimo to pozwolę sobie na wycieczkę personalną pod adresem tytułowego pana Kaca (tak być może nazywali się jego przodkowie). Panie Kac! Oświadczam panu, iż moja świętej pamięci Matka karmiła mnie wyłącznie mlekiem bezideowym i apolitycznym. Zarówno tym z własnej piersi, jak i później, od naszej leciwej krowy (albowiem wychowałem się na wsi). W związku z powyższym wypraszam sobie insynuacje, jakobym cokolwiek (oprócz pełnowartościowych składników odżywczych) wyssał z mlekiem matki, jak pan był mi uprzejmy sugerować poprzez cytat zaczerpnięty od byłego szefa rządu pańskiego kraju. Nie żywię żadnych uprzedzeń wobec pańskich współplemieńców. Pan jesteś „chlubnym” wyjątkiem. I tylko przez nabytą w dzieciństwie delikatność nie będę snuł domysłów, jakież to skłonności pan wyssał z pokarmem Szanownej Rodzicielki. Ani wiązał ich z pańskim nazwiskiem, bo to w naszej kulturze bardzo nieeleganckie. Mogę za to udzielić życzliwej rady. Zanim pan w przyszłości zechce wygłosić jakąś mądrą sentencję, niech się pan napije wody…
A jak tam u was z mniejszościami? Kochacie Palestyńczyków, Druzów… To jak mogło dojść do uchwalenia „Prawa o żydowskim państwie narodowym”, które głosi, że Izrael to „historyczna ojczyzna Żydów, dlatego mają oni wyłączne prawo do samostanowienia o jego narodowym charakterze”? Liczebność ludności żydowskiej w Drugiej Rzeczypospolitej była procentowo podobna do dzisiejszej liczebności mniejszości arabskiej w Izraelu. To dlaczego nasi przodkowie nie uchwalili podobnej ustawy? W Trzeciej zresztą też nie, choć wszystkie mniejszości razem wzięte to dziś zaledwie 1,23% (według spisu z 2002 roku)?
Zostawmy pana Kaca z jego bólem głowy. Są ważniejsze problemy. Byli w naszym kraju publicyści, którzy od wielu lat przestrzegali, że te kłopoty nadciągają niczym chmura gradowa. Ale mowa tu o „oszołomach”, których „ludzie rozumni” nie mogli traktować poważnie. I nawet kiedy amerykański senat uchwalił „ustawę 447”, a prezydent ją podpisał, „rozumnie” przekonywali, że naszego pięknego kraju ona nie dotyczy. Cóż, wypowiedź amerykańskiego sekretarza stanu na konferencji w Warszawie trudno zinterpretować inaczej niż stwierdzeniem, że ustawa działa! Co na to rząd? Pan Prezydent? Czy, dla wyrażenia stanowczego sprzeciwu, nie poleci do Waszyngtonu na jakieś zaplanowane wcześniej spotkanie?

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Okrakiem na maszcie [FELIETON]

Muszę zacząć od przeprosin. Odkąd bowiem po wielu latach zmienił się format naszego kącika w …