Klęska, czyli sukces! [FELIETON]

Logika jest jedną z największych zdobyczy intelektualnych ludzkości. Za jej pioniera w Europie uchodzi niestrudzony Sokrates, który metodą perypatetycką (czyli „na chodzonego”) uczył Greków odróżniania prawdy od kłamstwa, a miał zadanie trudne, bo żył w czasach, kiedy wielkie sukcesy odnosili tzw. sofiści, zawodowi nauczyciele i mąciciele zarazem, utwierdzający Hellenów w przekonaniu, że obiektywnej prawdy nie ma, „prawda” jest mglista, niewyraźna, subiektywna, relatywna, że każdy ma prawo do własnej prawdy, że prawd jest tyle, ile jest poznających rzeczywistość podmiotów. Działo się to oczywiście w czasach, kiedy umacniała się już demokracja grecka, na użytek której zresztą sofiści swoją naukę zaprowadzili. Nietrudno zauważyć, że jest to nauka podobna do tej, jaka cieszy się powszechnym uznaniem także dziś, w czasach, kiedy demokracja zdołała się już umocnić. Tak więc kiedy sofiści szerzyli swoje mącicielskie poglądy, pojawił się Sokrates, który radykalnie się od nich odciął i nauczał Greków, jak rozpoznać jedną, niepodważalną, obiektywną prawdę. Dzięki Sokratesowi powrócił porządek i pozostał po nim szacunek dla logiki jako metody rozumowania pozwalającej uporać się z różnego rodzaju błędami w myśleniu.
Po sofistach po dziś dzień pozostało choćby pojęcie „sofistyki”, oznaczające zawiłe, pokrętne rozumowanie mające na celu uzasadnienie każdego, najbardziej absurdalnego twierdzenia, jeśli tylko wymagają tego okoliczności, a okoliczności te najczęściej przybierają kształt polityczny. Posługują się sofistyką chętnie politycy lewicy i prawicy, koalicji i opozycji, tuzy polityki i zwykłe pionki. My spotykamy się z nią na każdym kroku. Dzięki sofistycznemu rozumowaniu potrafią wybrnąć z trudnej sytuacji i ci, którzy łamią konstytucję, i ci, którzy jej bronią, i dzięki temu szare masy nie wiedzą, jak jest naprawdę. Czy prezydent mógł ułaskawić, czy prezydent nie mógł ułaskawić? Czy prezydent musiał przyjąć przysięgę od kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez poprzedni parlament, czy nie musiał tego robić? Rację zawsze ma ten, kto aktualnie argumentuje. Wszyscy zgadzają się z jednym: nie da się tego jednoznacznie ustalić. Stąd takim powodzeniem w naszych pełnych zamętu czasach cieszą się formuły językowe w rodzaju „według mnie”, „w moim przekonaniu”.
Ostatnio prawdziwą perełkę wrzucił do sofistycznego ogródka marszałek Senatu Stanisław Karczewski po tym, jak prezydencki projekt referendum konstytucyjnego poniósł w zdominowanym przez PiS Senacie sromotną klęskę. Głosowało za nim po 8-godzinnej wyczerpującej debacie tylko 10 senatorów, cała opozycja była przeciw, aż 52 senatorów PiS wstrzymało się od głosu. Klęska, absolutna sromotna klęska została ogłoszona przez marszałka jako „sukces” prezydenta, więcej, „sukces, który usiłowało zniweczyć PO” (w szkaradny sposób głosując „przeciw”). Dowiedzieliśmy się też, że „żaden z senatorów PiS nie głosował przeciw”, bo „wstrzymanie się od głosu” to nie jest przecież głos „przeciw”, sam marszałek nawet głosował za „dobrą, pożyteczną i potrzebną” inicjatywą prezydenta, wstrzymując się oczywiście od głosu. Kupa śmiechu. Szkoda, że senatorowie PO dla żartu nie zagłosowali „za”, byłaby kupa jeszcze większa, choć powaga Senatu ucierpiałaby na tym jeszcze bardziej.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Artykuł 166 konstytucji z 1997 roku mówi, że zadania publiczne służące zaspokajaniu potrzeb wspólnoty samorządowej …

Przed obejrzeniem filmu [FELIETON]

Do kin wchodzi film „Kler” W. Smarzowskiego. Jego pokaz na festiwalu w Gdyni wzbudził ogromne …