Kiepska lekcja demokracji [FELIETON]

Kiedy piszę te słowa, strajk w oświacie wciąż trwa. Wszyscy mówią wokoło, że nauczyciele walczą o swoją godność, o godność polskiej oświaty, o lepszą przyszłość dla edukacji, a więc i dla Polski. Brzmi to wszystko bardzo pięknie. Ja też w roku 1993 jako początkujący nauczyciel strajkowałem przez prawie trzy tygodnie, bo wtedy jeszcze wierzyłem na początku procesu transformacji, że walka o lepszą przyszłość dla polskiej szkoły jest sprawą najwyższej wagi. Tamtą walkę ja i moi koledzy przegraliśmy z kretesem. I to z kim? Z luminarzami demokracji, społeczeństwa otwartego. Premierem rządu była wtedy Hanna Suchocka, profesor prawa, wykładowca akademicki, prezydentem był Lech Wałęsa, rząd współtworzył m.in. Kongres Liberalno-Demokratyczny, a sama pani premier była wcześniej i później posłanką Unii Demokratycznej. Po latach z obydwu partii narodziła się Platforma Obywatelska. A więc przegraliśmy batalię o polską szkołę z naprawdę godnym przeciwnikiem. Nie z PiS-owskim „chamem” i „faszystą”, nie z PiS-owskim antyinteligenckim „motłochem”, ale z najprawdziwszą polską inteligencją. To ona, ta właśnie inteligencja, liberalna i otwarta, zdecydowała wtedy, żeby oświata nie podniosła się z upokorzenia przez dziesiątki lat, może nigdy.
Przez kolejne dekady polski nauczyciel pozostawał dziadem, śmieciem, odpadem systemu, niezależnie, czy Polską rządzili pogrobowcy „Solidarności” pod nazwą AWS-u, czy ludzie inteligenckiego etosu z Unii Demokratycznej, później Unii Wolności, czy wreszcie Platformy Obywatelskiej, również politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a także Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie miało to już potem żadnego znaczenia. Wszystkie kolejne władze lekceważyły oświatę, lekceważyły polskiego nauczyciela, utrzymywały go na ścisłej diecie, skrupulatnie pilnowały, by nie mógł sobie kupić książki, czy pójść do teatru. Próba wzbudzenia przekonania, że wszelkie zło w oświacie narodziło się wraz z obecną władzą, jest przejawem jawnej manipulacji i odbiera temu protestowi wiarygodność. To, co dziś dzieje się w oświacie, ten PiS-owski także haniebny sposób zarządzania oświatą, jest kontynuacją zjawisk wcześniejszych, jest w linii prostej realizacją nakreślonego przed laty scenariusza, że w Polsce oświata ma być marna i tania. Nikt tego oczywiście głośno nie powie, ale wszyscy to bez zająknięcia zrealizują.
I jeszcze jedno, słyszę ze wszystkich stron, że strajk nauczycieli to „nauka demokracji”, „wielka lekcja demokracji”. Co za skunks wymyślił, że demokracja ma polegać na tym, że różne grupy społeczne w tak poniżający i upokarzający sposób muszą walczyć o swoje prawa, konstytucyjne uprawnienia, o szacunek i godność, o sprawiedliwość. Nie mogą otrzymać tego, co im się słusznie należy w sposób godny, praworządny, tylko muszą to wyszarpać, wyżebrać, wyprosić, wydrzeć. Co za nikczemne relacje wprowadziła między ludzi demokracja, że muszą się tak poniżać. Jeśli demokracja ma być nieustającą wojną wszystkich ze wszystkimi o wszystko, jak to się dzieje na naszych oczach, to ja dziękuję za taką demokrację. Polski nauczyciel, wbrew konstytucyjnym zapewnieniom, że Rzeczpospolita urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej, był przez wszystkich rządzących – i tych z inteligenckiego etosu, i tych z „chamów” – traktowany tak samo, i trudno liczyć, by nagle teraz dzięki temu strajkowi miało się to zmienić. Zazdroszczę tym, którzy wierzą, że jest to jeszcze możliwe.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Wujek Dobra Rada [FELIETON]

Wybraliśmy europosłów. Co z tych wyborów wynika poza tym, że powstała nowa lista płac, całkiem …