Judym kontra Wokulski

Wydarzenia na krajowej scenie politycznej przyniosły po Nowym Roku dosyć duże przetasowania. Architekci „dobrej zmiany”, obrońcy „prawa i sprawiedliwości”, co to bronią prawa nawet metodami bezprawnymi (patrz: casus Trybunału) umocnili jednak swoje pozycje i zyskali w oczach spracowanego Ludu, natomiast poważnej zadyszki dostali ideowi obrońcy demokracji, co to chcieli ją obronić za wszelką cenę, oczywiście nie dla siebie, tylko dla Ludu, który niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje niż demokracji. Lud ten zresztą na własne oczy mógł się przekonać, że trudne i stresujące zadanie, jakim jest obrona demokracji, kosztuje czasem tak wiele nerwów, że nie sposób w końcu nie szukać wytchnienia w gorących piaskach Madery w miłym towarzystwie, niekoniecznie żony. Lud na te piaski szansy raczej nie ma, ale obrońcy demokracji jak najbardziej tak. I to właśnie jest piękne i za to najbardziej kocham ten kraj. No i oczywiście Lud przekonał się także, że obrona demokracji to bardzo dochodowe przedsięwzięcie, szczególnie kiedy się spojrzy na nie od strony niezbędnej obsługi informatycznej, a dziś przecież niczego bez niezbędnej obsługi informatycznej nie da się zrobić.

Tak więc na razie z powodu dosyć poważnej konfuzji obrońcy demokracji musieli spuścić z tonu, a heroiczna obrona demokracji musiała na jakiś czas zostać zawieszona, żeby umęczony Lud mógł zapomnieć i po niejakim czasie odzyskać utraconą wiarę w swoich równie umęczonych obrońców, których bój skończył się na razie wielką kompromitacją. Jeden tylko Jurek Owsiak nie ustaje w boju i znowu zebrał w jedną niedzielę coś około 30 milionów w gotówce, co zasili specjalnie, jak co roku, niedoszacowany budżet ministerstwa zdrowia i dzięki kochanemu panu Jurkowi wszystkie elementy tej misternej układanki, jaką są finanse państwa, zostaną ostatecznie domknięte. Ostatecznie też tryumfuje u nas mentalność filantropijna, o której przetoczyła się kiedyś ciekawa dyskusja na łamach naszej literatury pięknej. Mało kto już dzisiaj czyta lektury szkolne, stąd niewielu wie, że taki na przykład Wokulski to nawet i owszem filantropię cenił i paru osobom za jej sprawą pomógł. Ale już taki Judym, wyższa półka naszych myślicieli społecznych, w filantropii widział rozwiązanie małostkowe i doraźne, nieprzystające do powagi demokratycznego państwa prawa, które z takim mozołem budujemy.

Niestety Judyma, jak dotąd, nikt nie zrozumiał, stąd i z taką lubością hołdujemy nadal etatowej filantropii propaństwowej i godzimy się z anielską cierpliwością na wszelkie uciążliwości losu, szczególnie na te, które płyną ze strony państwowej opieki zdrowotnej, mimo że poświęcamy dla niej tyle utyranej z trudem gotówki. Wypada zatem kochać pana Jurka Owsiaka, mimo jego nieokrzesanego zachowania, czytać „Lalkę”, pomijać „Ludzi bezdomnych”, bo i gdzie tam nam się mierzyć z myślą tak nowoczesną i wyrafinowaną, na jaką poważył się poczciwy doktor Judym.
Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Dobro dzieci jest najważniejsze [FELIETON]

Film braci Sekielskich już został okrzyknięty arcydziełem i naszym kandydatem do Oscara i każdy, kto …