Izrael państwem faszystów? [FELIETON]

Jeszcze szczypta złośliwości w temacie uchodźców, których w końcu przecież będziemy musieli przyjąć, a niektórzy bardzo przebierają nogami, żeby stało się to już, co dało się wyczuć w wielu świątecznych homiliach. Więc bardzo oryginalnie na ten nieprzyjemny temat wypowiedział się w minionym tygodniu premier Izraela Benjamin Natanjahu. Co nas może obchodzić wypowiedź premiera Izraela? Ano może i powinna. Premier zapowiada, że Izrael nie tylko nie będzie przyjmował uchodźców z Afryki, choć mają do niego tak blisko, ale w ciągu najbliższych trzech miesięcy wydali tych, którzy już zdołali przybyć (ponoć kilkadziesiąt tysięcy ludzi). Ta nieprawdopodobna z punktu widzenia poprawności politycznej deklaracja padła z ust przedstawiciela państwa, które ostatnimi czasy dawało nauczki nawet naszym władzom, dotkniętym przecież głęboką skazą nacjonalizmu. Zatem z jakich to nadzwyczajnych powodów aspirujące do przynależności do Europy państwo Bliskiego Wschodu (którego drużyny piłkarskie już grają w Europie) zamierza postępować tak karygodnie i nielitościwie wobec nieszczęśników z Afryki?
Otóż Izrael nie będzie pomagał „uciekinierom” z bardzo prostego powodu. Bo zagroziłoby to „żydowskiemu charakterowi państwa”. Trzymajcie mnie, ludzie, proszę, toż to niebywałe, żeby się ktoś poważył w naszych pięknych i tolerancyjnych czasach wyrażać tak niekulturalnie. Niebywałe, a więc jednak w multikulturowym tyglu współczesnego świata są państwa, które troszczą się jeszcze o swój los w tak karygodny sposób, usiłując za wszelką cenę chronić swoją monokulturowość, decydującą o tożsamości i nie spotyka ich za to kara, jak naszych władców, których współcześni „postępacy” w takiej samej sytuacji zaraz odsądzają od faszystów i rasistów. Co innego Benjamin Natanjahu, ten nadal cieszy się niezmiennym szacunkiem całego postępowego świata. Bo wiadomo, że całe zamieszanie z uchodźcami, w które tak angażuje się nawet naiwny Papież, jest sprawą mocno polityczną. I nie o pomoc tu chodzi, tylko o wymuszenie trwałych zmian kulturowych w tych regionach świata, gdzie zachodziły one dotąd zbyt wolno, a do tego są potrzebne rzesze uchodźców. No bo jak rozwalić do końca naszą cywilizację, która choć bardzo słaba, jeszcze jakoś się kupy trzyma?
Lewaki bardzo się starają. A to pozwalają, żeby chłopy żenili się z chłopami, baby z babami, żeby sobie ułatwiali życie a to skrobanką, a to rozwodem, a to w inny sposób, ale to wszystko nie wystarcza, żeby starą, najpotężniejszą cywilizację świata zniszczyć, zdekonstruować, usuwając z niej przede wszystkim najwspanialszą, najprawdziwszą religię – chrześcijaństwo. Do tego są potrzebne rzesze ludzi innej wiary, innej kultury, których trzeba wchłonąć, by rozsadzili spójność naszego świata i zmusili nas do rezygnacji z odwiecznych zasad, niby to w imię tolerancji. Tolerancja to piękna wartość, ale nie taka, która zmusza do ukrycia własnych wartości, niby to dla uszanowania innych. To jest chora, lewacka tolerancja, którą wykorzystuje się jako narzędzie ogłupiania mas. A taki Natanjahu, który niedawno grzmiał, że przez Warszawę przeszło 60 tysięcy faszystów, nie widzi, że sam awansował do miana faszysty. Ale też nikt mu po tej jego wypowiedzi tego nie wytyka. Bo ani tu, ani tam nie chodzi o żaden faszyzm, tylko o cyniczną grę, której stawką jest nowa postępowa wizja świata. To znaczy my musimy ją przyjąć, Izrael, jak widać, ma wciąż wolną rękę.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

„Skończyły się żarty, zaczęły się schody” – miał powiedzieć pułkownik Bolesław Wieniawa – Długoszowski, adiutant …

Miękki totalitaryzm [FELIETON]

Dwa lata temu obchodziliśmy jubileusz 1050-lecia chrztu Polski, który jednoznacznie kojarzymy z początkami naszej państwowości, …