Felieton – Wiesław Kopeć

Kiedyś minister, dziś…
Proszę Państwa, kolejne odsłony afery taśmowej pokazują postępującą degrengoladę naszej tak zwanej klasy politycznej. Można czasem odnieść wrażenie, że rządzą nami wykształceni na uniwersytetach zakłamani prostacy, którzy prywatnie klną na potęgę, a publicznie popierają czystość języka polskiego, adorują panią minister od szkolnictwa i patronują różnorodnym konkursom dla dzieci i młodzieży, promującym elegancję polszczyzny. Jest wśród nich były minister edukacji, który na ujawnionych nagraniach nie tylko wulgarnie się wyraża, ale także wychodzi na gangstera, organizującego szajkę do wyłudzania haraczów od najbogatszych przedsiębiorców za niewydawanie niewygodnych dla nich książek. Odkąd wprowadzono do szkół podstawy przedsiębiorczości, nikt pewnie nie wpadł na równie ciekawy pomysł na biznes. Propozycje byłego ministra oświaty powinny znaleźć się w nowych wersjach podręcznika do przedsiębiorczości jako modelowe przykłady, jak otworzyć własny biznes. No bo przecież takie to proste. „Masz materiał na książkę, to możemy zrobić firmę, tak? Ja daję opiekę prawną. Wszystko załatwię tak, żeby było koszerne. Ty zbierasz materiały, ty piszesz, zadajesz pytania. I zabieramy się za następnego gościa, tak?”.

Taką, proszę Państwa, postawę moralną prezentuje w Polsce były minister oświaty narodowej, człowiek odpowiedzialny kiedyś za organizację systemu edukacji i za wychowanie moralne kilkunastu roczników młodych Polaków, przy tym prawicowiec, reprezentant opcji narodowej, katolik. Wszystkie te etykietki straciły już na znaczeniu, pozostał niesmak i poczucie wielkiego kłamstwa. Kto oddał temu panu resort oświaty, powinien się dziś wstydzić. Jeszcze bardziej powinien się wstydzić ten, kto dziś tego pana bierze w obronę, tego zresztą i podobnych jemu. Nie mamy i nie możemy już mieć złudzeń, że cokolwiek się zmieni po tych czy następnych wyborach. Nic się nie zmieni, a nam wyborcom pozostaje świadomość, że staliśmy się mimowolnymi zakładnikami tego systemu. „Oni” zwracają się do nas bardzo grzecznie w kampanii wyborczej: „Zróbcie nas posłami, ministrami, dyrektorami departamentów”. My to posłusznie robimy, oddając głos, i swoją obecnością pracując na wyborczą frekwencję, która legitymizuje ich stanowiska.

Przypadek złapanego na gorącym uczynku ministra oświaty jest szczególnie bolesny. Ten resort za poprzedniej i obecnej władzy nie miał szczęścia do dobrego kierownictwa. Opozycja, która dziś prosi się o przejęcie władzy, jest skompromitowana poczynaniami tego pana. Amnestia maturalna dla obrony interesów prywatnych uczelni, przyzwolenie na generującą nieuczciwość formę pracy maturalnej w postaci tzw. prezentacji, utrzymaną przez „pancie”, które nastały potem – to dwa wyraziste przykłady promowania cwaniactwa, wyrachowania w wychowaniu młodych pokoleń Polaków przez resort oświaty za rządów PiS-u i PO z PSL-em do spółki. Ciekaw jestem, jak w tej sytuacji czują się nasi hierarchowie, duchowi przywódcy narodu, którzy tak często i chętnie w ostatnich czasach nakłaniają do oddawania głosu w wyborach. Diabeł musi zacierać ręce z uciechy, patrząc, jakie to przynosi skutki.

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …