Felieton – Wiesław Kopeć

Egzaminy testowe hamują rozwój uczniów

W ubiegłym tygodniu Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o egzaminach zewnętrznych w oświacie. To jest dokument miażdżący dla władzy, dla kierownictwa resortu i podległych mu instytucji z komisjami egzaminacyjnymi, kuratoriami, delegaturami, gminnymi wydziałami oświaty i przeróżnymi ośrodkami metodycznymi na czele, czyli dla podmiotów, które przez ostatnią dekadę wdrażały i wspierały wdrażanie testowego systemu egzaminacyjnego, choćby tylko nie reagując na patologie widoczne gołym okiem. Czy ktokolwiek z tych podmiotów poczuje się teraz wezwany do zajęcia stanowiska wobec postawionych zarzutów? Wątpliwe, by urzędników stać było na krytyczną autorefleksję. Pewnie, jak zawsze, skończy się na krótkotrwałym skowycie mediów, by następnie sprawa ucichła na dobre, a system mógł nadal zbierać swoje negatywne żniwo.
Raport zauważa problem z układaniem testów oraz rzetelnością ich sprawdzania (aż 25% prac zweryfikowanych było źle sprawdzonych). Dużo poważniejsza jednak sprawa to główne oskarżenie raportu: zainstalowany kilkanaście lat temu system egzaminów zewnętrznych i towarzyszące mu instytucje zniszczyły oświatę w Polsce, trwale hamując rozwój uczniów, utrwalając w wychowankach polskiej szkoły negatywne tendencje: odtwórczość, brak samodzielnego myślenia, brak umiejętności mówienia i redagowania dłuższej samodzielnej wypowiedzi. Braki, jak widać, dotyczą najbardziej podstawowych i elementarnych umiejętności, niezbędnych do studiowania, w jakie szkoła powinna wyposażyć młodych ludzi. Raport za ten destrukcyjny stan rzeczy obwinia testową formę egzaminów, która wymusiła na całym systemie edukacyjnym uczenie „pod testy”. Efektem tej strategii nie jest przyrost rzeczywistych umiejętności uczniów, tylko przyrost umiejętności rozwiązywania testów, co na przykład skutkowało tak wielkim skokiem pozycji Polski w europejskich sprawdzianach PISA, opartych właśnie na testowej kontroli umiejętności.
Warto zauważyć, że takie właśnie efekty przewidziało wielu nauczycieli już w momencie uruchamiania tego systemu, ale nikt z mądrali urzędniczych tych nauczycieli nie słuchał. Podziwiam odwagę kontrolerów i kierownictwa NIK-u, bo zdobyły się na to, by pójść pod prąd obowiązującej od lat propagandy sukcesu w oświacie. Po tym raporcie powinny posypać się głowy w wielu instytucjach edukacyjnych. Na pewno się tak nie stanie, czy jednak choć jeden urzędnik albo metodyk zawstydzi się i skojarzy swoją rolę z tymi skutkami? Czy zawstydzą się ich pryncypałowie – premierzy (Buzek, Tusk i Kaczyński), ministrowie oświaty (Handke, Giertych, Hall, Szumilas, Kluzik-Rostkowska), dyrektorzy CKE i komisji okręgowych. Cały system oświaty w Polsce wymaga naprawy, ale nie widać pomysłu na terapię skuteczną. Nie wydaje się, żeby ten raport miał odegrać jakąś szczególną rolę motywującą do właściwej terapii, ale jest faktem i może kogoś zmusi do myślenia. Może wreszcie skorzysta z niego opozycja, może go zauważą kandydaci na prezydenta. Kto nie chce pozostać kandydatem malowanym, nie może przejść obok niego obojętnie.

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …