Felieton – Wiesław Kopeć

Kto następny?

Świat zwariował na punkcie ochrony danych osobowych. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze bez strachu o łamanie prawa wywoływano po nazwisku pacjentów u lekarza. Gazeta Wyborcza jednak alarmuje: „Wywoływanie pacjenta po nazwisku przed gabinetem lekarskim to łamanie prawa. Tak samo jak wywieszenie na drzwiach poradni listy z kolejnością przyjęć i nazwiskami chorych”. Jeśli tak, to chyba nie tylko na drzwiach poradni. Czy nie będzie łamaniem prawa wywieszenie listy na drzwiach sali egzaminacyjnej w szkole, na uczelni, w komisji konkursowej? Czy aby egzaminy gimnazjalne i maturalne nie odbywają się z łamaniem prawa? A publiczne wręczenie nagród z głośnym odczytaniem nazwisk zwycięzców, a zapowiedź występu wirtuoza na koncercie Płockiej Orkiestry Symfonicznej? Z pacjentami sytuację można jeszcze jakoś zrozumieć, chodzi o ukrycie faktu, że ktoś jest chory. Ale już samo przecież zjawienie się u lekarza o tym świadczy. Czy nie powinniśmy do przychodni przemykać chyłkiem zamaskowani, aby ochronić nasze dane osobowe? Przecież człowieka można zidentyfikować nie tylko po nazwisku.
A co z uczniami, studentami, wirtuozami? Powie ktoś, że tu sytuacja jest całkiem inna. Tam chroni się poufne informacje dotyczące niekiedy spraw wstydliwych. Tu raczej chodzi o wyróżnienie, którego nie trzeba się wstydzić. O, nie zawsze. Egzaminu można nie zdać, co może narazić człowieka na wstyd i ośmieszenie. Wirtuoz też czasami może mieć słabszy dzień. A czy nie jest ryzykiem publikować dziś wiersze, a nawet powieści pod prawdziwym nazwiskiem? Pomijając już tak skrajny przypadek, jaki spotkał Salmana Rushdiego, który po fatwie rzuconej na niego przez ajatollaha Chomeiniego musi ukrywać nie tylko swoje dane osobowe, ale nawet swoją osobę, także wielu innych pisarzy może być narażonych na przykrości z powodu umieszczenia ich nazwisk na okładkach książek. Takie książki leżą wszędzie, na wystawach księgarń, na półkach bibliotek, a ludzie patrzą. Pół biedy, jeśli obchodzą z boku, co zresztą, jak donoszą media, przezornie robią coraz częściej. Gorzej, jeżeli biorą do ręki, czytają, a potem wybrzydzają, krytykują, piszą recenzje, ośmieszają, drwią. Ile to przykrości może spaść na biednego literata, także na aktora, reżysera, piosenkarza, itp.
Nad sprawami pacjentów pochyliła się z nieopisaną troską rzeczniczka praw pacjentów. Kto się zatroszczy o prawa uczniów i artystów? A są to, przyznają Państwo, sprawy ważne. Gdyby chodziło o jakieś głupstwa w rodzaju choćby dostępu do świadczeń medycznych, nikt by się tym nie przejmował. Tu idzie jednak o przestrzeganie poważnego prawa, uchwalonego przez najwyższe organy Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. A ta to już z pewnością wie, jakie prawo stanowić. A przy tym ustanowiła tych różnych rzeczników – pacjentów, konsumentów, uczniów, obywateli, itp. – którzy pilnują, by prawa, niezależnie jakie by ono nie było, przestrzegać, by przy tym jeden drugiemu nie wchodził w drogę, by panowała między ludźmi pełna anonimowość, żeby nikt nikogo bliżej nie znał, nikt nikomu nie współczuł, nie ufał, nie pomógł. Kiedyś relacje międzyludzkie oparte były na zaufaniu, dzisiaj regulują je przepisy, czasem doprowadzające życie do nieznośnego absurdu. I jak do tego dopuściliśmy?

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …