Felieton – Widziane ze skarpy

Parlament na wakacjach, zatem możemy dziś odejść od intrygujących rozważań o tym, co powiedziała posłanka X i jaką ripostę zaserwował opinii publicznej senator Y. Zajmiemy się sprawami poważnymi, imponderabiliami, powiedzmy bez ogródek. A dla każdego obserwatora naszej „sceny politycznej” jest oczywiste, że nie ma dziś sprawy ważniejszej niż konstytucja. Pozwolę sobie więc na garść refleksji na temat wybranych zapisów obowiązującej ustawy zasadniczej. Artykuł 68 konstytucji głosi, że obywatele Rzeczypospolitej Polskiej mają prawo do pracy, to znaczy prawo do zatrudnienia za wynagrodzeniem według ilości i jakości pracy. Koniec cytatu…

Tak… Koniec cytatu, ale jak powiedział przywoływany niedawno na tym miejscu pułkownik Wieniawa, skończyły się żarty, zaczęły się schody. Żarty zostawmy na razie w spokoju i przejdźmy do schodów. Po przeczytaniu powyższego artykułu nasuwa się szereg pytań. Jeśli bowiem obywatele Rzeczypospolitej (wszyscy, jak rozumiem), mają prawo do pracy, to obywatela Kowalskiego Jana ktoś powinien zatrudnić. Pytanie pierwsze brzmi zatem, kto ma być tym dobroczyńcą? Konstytucja w tym temacie, jak mawiał klasyk, milczy! Owszem, może tak być, konstytucja nie reguluje wszystkich sfer życia w szczegółach. Ale jeśli omawiany zapis nie ma być ponurym żartem (człowiekowi, który bezskutecznie poszukuje pracy nie jest do śmiechu), to powinien zawierać delegację ustawową, czyli stwierdzenie, że rozwiązania szczegółowe określa ustawa. I ta ustawa powinna zawierać odpowiedzi na kluczowe dla obywatela Kowalskiego pytanie, do kogo ma się udać, by swoje konstytucyjne prawo wyegzekwować? Jak każdy medal, i ten ma drugą stronę. Pytanie, kto w tym akurat przypadku będzie pracodawcą? I co w sytuacji, gdy żaden z działających na rynku pracy naszego Kowalskiego zatrudnić nie zechce? Wygląda na to, że obowiązek ów musi wziąć na siebie państwo. Ale państwo to też pracodawca, może akurat nie potrzebować pracownika o takich kwalifikacjach, jakie posiada nasz Kowalski. Co wtedy? Może zaproponować mu przekwalifikowanie się. I tak działają tak zwane pośredniaki, czyli miejskie i powiatowe urzędy pracy. Ale pytanie, czy jest to postępowanie zgodne z konstytucją? Można mieć poważne wątpliwości. Artkuł 68 nie nakłada na obywatela żadnych obowiązków ani nie stawia przed nim żadnych wymagań!
Ten przypadek ilustruje oczywistą zasadę: kij ma dwa końce. Jeśli komuś przysługuje jakieś prawo, to ktoś inny ma obowiązek zapewnić, że ten pierwszy będzie w stanie owo prawo wyegzekwować…
Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Nie jestem pedantem, ale numeruję publikowane na tym miejscu teksty. Sam nie wiem po co… …