Felieton – Widziane ze skarpy

Wiele ważnych rzeczy dzieje się na świecie, ale uwagę skupia na sobie w gruncie rzeczy mało istotna kwestia powołania na kolejne dwa i pół roku przewodniczącego jednego z organów Unii Europejskiej. Przynajmniej tak to wygląda z perspektywy naszego pięknego kraju… Nie sądzę bowiem, choć mogę się mylić, by problem ów spędzał sen z powiek mieszkańców innych krajów europejskich. O reszcie świata nie wspominając! Zatem nasuwa się pytanie, po co rząd polski zaangażował się w tę sprawę aż tak dalece? A dokładnie nie rząd, bo to akurat wiadomo, ale Prezes… Oczywiście znam różne wyjaśnienia z mediów, przewidywane korzyści w przyszłości i tak dalej, ale jakoś te argumenty do mnie nie przemawiają. Za bardzo to wszystko pachnie amatorszczyzną! Wystawianie w ostatniej chwili kandydata, który nie ma najmniejszych szans, po to by poległ z honorem… Oczywiście to się dobrze wpisuje w narodową tradycję, ale czy warto tak wzniosłe wartości angażować w tak błahej w gruncie rzeczy sprawie? Przy okazji mamy tu kompromitację naszej dyplomacji, która nie potrafiła wysondować, czy choć na jeden głos wsparcia od partnerów zagranicznych ów pomysł może liczyć…
Oczywiście nie powinienem udzielać nauk tak doświadczonemu w politycznych bojach graczowi, jak szef partii rządzącej, ale w tym przypadku trudno się powstrzymać od pytania: co powinien zrobić Pan Prezes? Odpowiedź jest, moim zdaniem, oczywista. To, co potrafi bardzo dobrze. Złowrogo i wyniośle milczeć! Tak było przez wiele miesięcy po przejęciu władzy. Na często natarczywe pytania dziennikarzy, czy polski rząd poprze kandydaturę przewodniczącego Rady Europejskiej na drugą połowę kadencji odpowiedzią było milczenie. Żadnych deklaracji! Niestety, im bliżej „godziny zero”, tym częściej ową taktykę zastępowały rozmaite wypowiedzi przedstawicieli rządzącej ekipy sugerujące, iż poparcia nie będzie! Aż do ostatniego tygodnia, kiedy to pojawił się nieszczęsny kandydat rządu. Na domiar złego członek partii opozycyjnej oraz frakcji w Europarlamencie, z której pochodzi urzędujący przewodniczący Rady. Czyli, krótko mówiąc, zdrajca. I to podwójny! Oczywiście w „narracji” rządowej takie rozwiązanie oznaczało „wyjście poza własny obóz”, postawienie na kandydata „merytorycznego” w sprawach unijnych. Słowem, dobry fachowiec, szkoda że nie bezpartyjny… Punkt widzenia zależy, jak wiadomo, i tak dalej… Cóż, „pijarowo” rząd zanotował kolejną porażkę, na szczęście, jako się rzekło powyżej, w sprawie stosunkowo małej wagi…
Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Już sobie ostrzyłem zęby na komentarz do kolejnego wydania afery taśmowej (serial ten ciągnie się …