Felieton – Widziane ze skarpy

Jak nazwać to, co się dzieje w ostatnim czasie w naszym pięknym kraju na tak zwanej scenie publicznej? Różne propozycje atakują obywateli… Wśród nich powrót do peerelu. I na tym haśle się dziś skupimy. Cóż, ja ustrój słusznie miniony świetnie pamiętam (lata lecą…) i zapewniam młodszych Czytelników, że to diagnoza całkowicie chybiona.  Wystarczy włączyć telewizor, rzucić okiem na Internet, albo na kilka tytułów gazet i czasopism. Skupię się na opisie czasów minionych. Od wczesnego Gomułki do późnego Gierka. Pytanie do tych, co z takim zapałem głoszą tezę o powrocie do peerelu. Ile w tamtych czasach było stacji telewizyjnych, w tym prywatnych? Ile z nich nadawało programy wyłącznie zgodne z linią partii i rządu, a ile było wobec tej linii krytycznych, czy wręcz skrajnie wrogich? Ile dzienników, tygodników czy miesięczników jawnie walczących z poczynaniami ówczesnej władzy funkcjonowało na rynku, wystawionych we wszystkich możliwych punktach sprzedaży?
Jak często w parlamencie dochodziło do okupacji mównicy (przepraszam za ten żart niewysokiego lotu)? Jak wyglądały obrady ówczesnego parlamentu, można sprawdzić w Internecie. Można też prześledzić wyniki głosowań, choć trudno powiedzieć po co? Chyba dla „beki”, jak mówi młodzież. Bo dość zabawna jest scena, kiedy marszałek, ze wzrokiem utkwionym w leżące przed nim dokumenty zadaje sakramentalne pytania: Kto się wstrzymał? Nie widzę! Kto jest przeciw? Nie widzę! Nie musiał patrzeć. W całym omawianym tu okresie tylko raz zdarzył się przypadek, że poseł wstrzymał się od głosu. Stanisław Stomma, reprezentujący katolickie koło Znak, podczas pamiętnego głosowania nad zmianami w konstytucji w 1976 roku! Był bohaterem narodowym. Nie spadły na niego ciężkie represje (ekipa Gierka była w sumie dość łagodną formą komunistycznej dyktatury), ale w następnych wyborach już go na listach nie było… Przy okazji: ile partii opozycyjnych było w Sejmie? Kolejny żart! Jakich „opozycyjnych”? Jak często przed siedzibami najwyższych władz państwowych odbywały się wielotysięczne demonstracje przeciwników ówczesnej władzy? Nie niepokojone przez organy porządku i bezpieczeństwa i pokazywane na żywo we wszystkich mediach, rządowych nie wyłączając? Wystarczy pytań, czas na konkluzje!
Otóż nie ma żadnego powrotu. Ani w ogóle ruchu wstecz. Cały czas maszerujemy dziarsko do przodu. Od państwa silnego, rządzonego twardą ręką aparatu partyjnego, dysponującego wojskiem, milicją i służbami specjalnymi i nie mającego oporów przed używaniem owych narzędzi wobec tych, którym przyszłaby do głowy myśl, by się władzy sprzeciwić, poprzez państwo słabe (teoretyczne, jak mówił jeden z jego prominentnych przedstawicieli), targane konfliktami wewnętrznymi, z którymi nie bardzo umie sobie poradzić, do… No, właśnie! Przechodzimy do etapu prognozowania, czy też wróżbiarstwa, w których to dziedzinach czuję się kiepsko. Dlatego na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Okrakiem na maszcie [FELIETON]

Muszę zacząć od przeprosin. Odkąd bowiem po wielu latach zmienił się format naszego kącika w …