Felieton – Jerzy Ogonowski

Wreszcie chwila oddechu! Można sobie pozwolić na spłodzenie tekstu o charakterze typowo wakacyjnym! Cóż się bowiem ostatnio dzieje na naszej „scenie publicznej”? Pewien europoseł dostał w gębę od innego europosła. I jak na sezon ogórkowy przystało, poleciał z tym na skargę do „mamusi”, czyli do „poważnych” mediów. „Mamo, Jasio mnie bije”! Mama oczywiście pryncypialnie Jasia potępiła. I słusznie, bo bicie innych dzieci jest be! Co innego w świecie dorosłych, gdzie zdarza się, a przynajmniej zdarzało się w nieodległej, aczkolwiek zapomnianej co nieco przeszłości, że jeden dżentelmen spoliczkował drugiego. Czasem kończyło się to pojedynkiem… Cóż, czasy się zmieniły, a i pojęcie „dżentelmena” występuje chyba już tylko w dowcipach. Na przykład takim z długą brodą: Do tramwaju wsiada starsza pani, rozgląda się, nie ma gdzie usiąść… Wreszcie kieruje nieśmiałą aluzję pod adresem grupki młodzieńców okupujących część krzesełek: cóż, trzeba postać… Nie ma dziś prawdziwych dżentelmenów… Dżentelmeni są, tylko wolnych miejsc nie ma – odpowiada jeden z nich! A wracając do wspomnianego europosła… Jest on bodaj jedynym politykiem w kraju, który poniósł wymierne konsekwencje kłamstwa. Na ogół ci państwo mogą łgać bezczelnie bez żadnych obaw…
Jednoczy się „prawica” (cudzysłów nieprzypadkowy). Lewica zresztą też. W pierwszym przypadku chodzi zapewne o tak zwany efekt wizerunkowy. Szef największego ugrupowania opozycyjnego, dążący jak wiadomo do zwycięstwa wyborczego pozwalającego na samodzielne rządy musi pokazać, że ma „zdolność koalicyjną”. Zneutralizować lansowaną przez przeciwników politycznych tezę, że nie potrafi się z nikim dogadać. Proszę bardzo! Dogadujemy się! Lewica, ta tradycyjna, cierpi z kolei od dawna na kurczenie się elektoratu. Też tradycyjnego, czyli „klasy robotniczej”. Szuka zatem elektoratu zastępczego, którą to rolę pełnią rozmaite uciśnione „mniejszości”. Stąd konieczność otwarcia się na „naćpaną hołotę”…
W grach zjednoczeniowych nie uczestniczy Nowa Prawica, która nieoczekiwanie stała się poważnym graczem na scenie politycznej. Nie ma partnerów. Przynajmniej na razie. Jeśli pozostanie w grze na dłużej, kto wie.. Tu drobna uwaga. By tak się stało, warto byłoby namówić lidera, by powstrzymał się od głoszenia niektórych sztandarowych tez. Na przykład tej, że po sukcesie wyborczym powsadza do więzienia pokaźną część obecnej „klasy politycznej”. Nie to, żeby wielu się nie należało… Ale chodzi o skuteczność. Wiadomo, że to się nie uda. I wtedy „elektorat” takiego mało skutecznego polityka odrzuci. Jak elektorat antyklerykalny „naćpaną hołotę”, co to nie potrafiła nawet sprawy krzyża w Sejmie załatwić po jego myśli…

Zobacz kolejny artykuł

Pali się! [FELIETON]

I stało się! Zawyły syreny! Pożar! Trochę późno, bo paliło się od dawna, ale jak …