Dylematy demokraty [FELIETON]

Przed nami (dla Szanownych Czytelników „za” ze względu na cykl wydawniczy) kolejne „święto demokracji”. I tu jest problem dla miłośników tego ustroju. Demokracja mianowicie jest fajna, kiedy wygrywają „nasi”. Nic dziwnego, że w niektórych głowach rodzą się rozmaite pomysły, jak „pomóc” wyborcom w podjęciu słusznych decyzji. Jedna pani, znana bojowniczka o prawa obywatelskie zresztą, zastanawia się na przykład, czy pewien profesor – eurodeputowany nie powinien być pozbawiony biernego prawa wyborczego ze względu na głoszone poglądy! Owszem, zgadzam się z nią, że rozpasana demokracja to rzecz fatalna, ale… Jeśli ograniczać, to czynne prawo wyborcze! Już chyba na tym miejscu proponowałem, by prawo oddania głosu w konkretnych wyborach poprzedzać obowiązkiem rozwiązania przez glosującego testu ze znajomości programów wyborczych ugrupowań figurujących na listach. Zmusiłoby to „elektorat” do przemyślenia swojej decyzji, a partie do solidnego popracowania nad swoimi ofertami. Sensowne wydaje się również odebranie tego prawa pracownikom „budżetówki” (w tym mnie), bo wybierają swoich przyszłych pracodawców, zatem jest wysoce prawdopodobne, że kierować się będą własnym interesem (kto da więcej), a nie dobrem państwa. W końcu, jak głosi mądrość ludowa, bliższa ciału koszula…
A przy okazji… Kogo my tak naprawdę wybieramy? Albo inaczej, czym jest ta Unia, której właśnie fundujemy władzę ustawodawczą na pięć lat? Cóż ci państwo mogą nam swoją twórczością legislacyjną zafundować? Niektórzy używają tu, nie bez racji, wdzięcznego określenia „Eurokołchoz”. Tak to wygląda. Dzisiejsza Unia to zbiurokratyzowana, socjalistyczna czapa założona na głowę (i resztę członków) zdrowego organizmu, jaki powołali do życia Ojcowie Założyciele parędziesiąt lat temu! O szczegółach nie chcę tu pisać, można je znaleźć w nieocenionej Wikipedii…
W spomnę tylko o jeszcze jednej sprzeczności, z jaką bohatersko zmagają się nasi euroentuzjaści. Otóż najważniejszą obietnicą, jaką składają „elektoratowi” jest to, że „wywalczą” górę pieniędzy z unijnego budżetu dla naszego pięknego kraju. Dużo większą niż konkurenci, którzy przecież w obdarowywaniu wyborców kasą z budżetu (krajowego, rzecz jasna) osiągnęli prawdziwe mistrzostwo! Ale nie, tamci będą w rozdawaniu pieniędzy budżetowych jeszcze lepsi! Tyle, że z kasy unijnej! Ale co ciekawe, takie rozpasane rozdawnictwo w wydaniu krajowym ostro krytykują, wróżąc w niedalekiej przyszłości katastrofę gospodarczą! Słowem: socjalizm europejski tak, socjalizm rodzimy, swojski, nie! Chyba że… Za kilka miesięcy wybory do parlamentu krajowego. To dopiero będzie wojna, kto da więcej…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Dokąd prowadzisz, Kościele? [FELIETON]

Można mieć wiele pretensji do filmu Tomasza Sekielskiego. Że nie chodzi w nim tylko o …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.